![]()
|
| zdjęcia z imprezy trampingowej INDIE2008 (21 listopad - 13 grudzień 2008) |
| index witryny |
| strona główna |
| wstecz |
|
zdjęcia Mariusz Reweda, Iwona Kozłowiec
zdjęcia z innych wypraw zaproszenia na wyprawy z kilometrem wyprawa do Indii 1999 wyprawa do Indii 2003 samochodem wyprawa do Indii 2008 motocyklem wyprawa po Indiach 2009 motocyklem wyprawa do Indii 2010 z plecakiem |
|
|
oceny uczestników: Ewa Jankowska Nie pamiętam czy to przeczytałam, czy ktoś mi powiedział: Indie można pokochać lub znienawidzić od pierwszego wejrzenia. Wróciłam z Indii i nic. Ani miłości ani nienawiści, tylko zmęczenie. Odpoczywałam "plackiem" przez dwa dni. Po dwóch dniach leżenia zwlekłam się na dół przed telewizor i zamiast aktualnych wiadomości zaczęłam oglądać filmy nakręcone podczas podróży. Potem zdjęcia. A potem filmy od nowa. W trzecim dniu sprawdziłam godziny połączeń lotniczych z Delhi do Udajpuru - no bo wizę mam ważną do 4-go lutego. Może uda się wyskoczyć na kilka dni? Chyba jednak pokochałam. To była wyjątkowa podróż. Indie z poziomu chodnika a nie z wysokości turystycznego autokaru. Miejsca, których nie pokazuje się turystom obejrzeliśmy dzięki Iwonie i Mariuszowi. Klimat i atmosfera podróży były fantastyczne. To był mój pierwszy wyjazd do Indii i bardzo chciałam, żeby było inaczej niż z biurem podróży. I było. Przede wszystkim mała grupa - wszystko dało się dogadać. Podobne oczekiwania uczestników wiele ułatwiały. Oglądaliśmy to co chcieliśmy i tak jak nam to odpowiadało. Nie zawsze na wszystko było dość czasu, bo przemieszczanie się po Indiach miejscowymi środkami lokomocji dość dużo go zajmuje. Jednak właśnie ten sposób podróżowania pozwala przyjrzeć się ludziom, sytuacjom dla tubylców normalnym - dla nas nie koniecznie, trochę zaskakującej "organizacji" życia codziennego. Wspominając o organizacji mam na myśli ilustrację teorii chaosu. Trzeba dokładnie się przyglądać, żeby po pewnym czasie stwierdzić, że "w tym szaleństwie jest metoda". Ale wielokrotnie miałam ochotę udusić jakiegoś tubylca za niefrasobliwe wykonywanie swoich obowiązków. Nie muszę opisywać trasy, ani tego co widzieliśmy - zrobi to pewnie Mariusz. Wyjeżdżając bałam się czy fizycznie dam radę. Nocne pociągi i nocne autobusy, o których czytałam na różnych forach budziły duże obawy. Nie było tak źle! Tylko nocny autobus bez miejsc leżących był męczący, a do spania w pociągach można się przyzwyczaić. Pewnie, że wygodniej klasą AC, ale nie wszędzie jest i mniej ciekawie. Na pewno nie wybrałabym się w taką podróż z nikim innym, tylko z Kilometrem. Po prostu mam do Was zaufanie i bez mrugnięcia okiem wybiorę się z Wami na koniec świata. Ważne też jest, że nie ma sztywnego kontaktu z "organizatorem" są świetni towarzysze podróży, a to chyba najważniejsze. Czekam na dalszy ciąg podróży, czyli na obiecane południe Indii. Potem może wschód - a dalej się zobaczy. Musi być dalszy ciąg! Ewa |