COŚ DLA CHODZĄCYCH BOKIEM - trasy turystyczne
index witryny
strona główna
wstecz
Ściągnij i skorzystaj. Jeśli ci się spodoba to wspomóż podróżnika, który poświęcił czas i energię aby to ci udostępnić. 100zł to dla mnie jeden dzień podróżowania, ale nawet za 5zł będę ci ogromnie wdzięczny.
mariusz reweda
74 1030 0019 0109 8513 9491 0012
Trasa kajakiem po rzece Sama z Szamotuł do Obrzycka i po Warcie dalej do Wronek, również punkty GPS miejsc przeniosek kajaków.
      Mapy nie zawsze potrafią nas doprowadzić tam gdzie dotrzeć chcemy. Na tej stronie możecie znaleźć trasy turystyczne, dostępne na odbiorniki GPS, jakie układamy dla was, dla siebie, jakie układacie dla siebie nawzajem.
      Każda z tych tras jest opisana przy pomocy urządzenia GPS Garmina. Można ściągnąć do swojego komputera plik z waypointami i trackami.
      Niestety tylko nieliczne odbiorniki Garmina potrafią pobierać więcej niż jeden track, więc jeśli wasz GPS nie może zaimportować tracków jakie ściągnęliście wykorzystajcie chociaż waypointy. Niezbędnym wyposażeniem jest komputer i program MapSource do przechowywania i przesyłania do odbiornika GPS waypointów i tracków (więcej informacji o odbiornikach GPS). Jeśli potrzeba Wam więcej informacji piszcie.
      Zachęcamy Was także abyście tworzyli własne trasy turystyczne i dzielili się nimi z innymi podróżnikami. Wystarczy przesłać taką trasę do nas a my ją umieścimy na stronie, nie zapominając oczywiście o podpisie waszego nazwiska.
mariusz reweda
Trasa rowerowa po Wale Okmiańskim. Największą atrakcją regionu jest widowiskowy zamek Grodziec, który warto zobaczyć z zewnątrz i od środka (wejście za biletami). Zamek znajduje się na stromym wzniesieniu, można się tam wdrapać po drodze asfaltowej. Reszta proponowanej trasy to raczej zwykła przejażdżka po lesie i okolice wiejskiej. Nic ciekawego. Lasy nie są specjalnie piękne, a wsie ledwie spełniają wymogi przedstawicieli kultury regionu.
Trasa kajakowa po rzece Bystrzyca. Spływ wczesną wiosną 2022 roku, suchą wiosną, stąd liczne mielizny na szlaku od zalewu Mietkowskiego do Małkowice i mostu brytyjskiego. W sumie dwa etapy, razem to prawie 27km. W zasadzie ilość wody jest zależna od zapory na zalewie Mietkowskim, ale warto jednak pływać Bystrzycą po deszczach, aby uniknąć kamienistych mielizn i niszczenia kajaka na licznych progach, zbudowanych z ostrych kamieni. Ja trafiłem na bardzo liczne zwałki, podobno wcześniej ich nie było, ale wiatry i upusty wody z zalewu, przewróciły wiele dębów. W sumie musiałem zrobić 11 obniosek zwałek i jedną na nieczynnej elektrowni. Tak duża ilość obniosek jest dla mnie nietypowa, nawet na trudnych rzekach. Bystrzyca była bardzo wymagająca fizycznie i technicznie, co widać częściowo na filmie. Na pewno nie jest rzeką dla amatorów, ci szybciej pójdą wzdłuż brzegu, nawet ciągnąć kajak. Jak dla mnie, w skali 0-10, stopień trudności Bystrzycy to 7, miejscami 10, urodę klasyfikował bym na 5. Rzeka płynie przez tereny mocno zindustrializowane i zurbanizowane. Hałas i śmieci są normą, otulina leśna Parku Krajobrazowego Doliny Bystrzycy to niewielki lasek liściasty, w porze zimowej bez listowia, więc nie chroni przed hałasem miast, autostrad i wsi. Podobno w latach wcześniejszych było więcej śmieci, ja zarejestrowałem ich normalny, jak na podobne rzeki płynące przez siedliska ludzkie, poziom. Woda jest mętna, a za Kątami Wrocławskimi zaczyna pośmierdywać. W każdym razie nie zachęca do robienia zwałek z dużym zanurzeniem. Ostatnio naustawiano znaków ostrzegawczych w kilku miejscach. Ale nie trzeba się do nich stosować. Progi są niewysokie, a przy niskim stanie wody, raczej nieprzyjemne dla kajaka, aniżeli niebezpieczne. Infrastruktura dla kajakarzy, poza nielicznymi znakami, właściwie nie istnieje. Samotny spływ i powroty do samochodu, to raczej piesze wędrówki głównymi drogami z samochodami i przez wsie. Trudno się wspierać autobusami. Mimo wszystko warto spłynąć Bystrzycą, nawet dla trenowania zwałek.
Trasa kajakowa po rzece Rega. Opłynąłem dwa, długie odcinki. Pierwszy to Prusinowo-Łagiewniki (36.5km). To odcinek dla kajakarzy z dobrymi, zamkniętymi kajakami i raczej z doświadczeniem w przechodzeniu po zwałkach, bo jest bardzo dużo. Większość można przepłynąć z rozpędu, ale trzeba się wykazać umiejętnościami w doborze trasy pokonywania przeszkody, techniką przeskakiwania po drzewach, lub pod nimi, sprzętem który pozwala położyć się bokiem na wodzie, czasami zanurzyć aż po ucho, no i siłą fizyczną. Ja natrafiłem w 2021, w listopadzie na dwie zwałki, które musiałem obnieść po lądzie (punkty [134rega] i [135rega], na trasie GPS jaką możesz ściągnąć). Najtrudniejsze odcinki jakie przepłynąłem to Unimie - most na drodze nr.147, oraz pierwsze 4-5km od drewnianego mostu za Przyborzem. Uciążliwy z powodu ilości, a nie trudności zwałek, jest odcinek Prusinowo-Łobez. Na tym odcinku nie jest także wesoło z powodu smrodu krochmalni w Łobzie, ale to się zmienia wraz z wiatrem, ja miałem południowy. Od Polakowa do przedmieść Łobza występują kamienie w nurcie rzeki, są trzy, czy cztery porohy, które trzeba przepłynąć czujnie, aby nie rąbać kajakiem po kamieniach (jeśli płyniemy własnym kajakiem). W Łobzie jest mała elektrownia do obnioski. Obnosi się na lewo, przez park z wiatą. Łatwo i niedaleko. W Łobzie jest też próg do przeskoczenia (tylko dla zamkniętych kajaków). Przy normalnym stanie wody, skok jest czystą przyjemnością (nie ma ujęcia ze skoku na filmie). Należy kierować się na środek nurtu z dużym rozpędem. Odwój raczej kajakowi nie grozi, za wąski strumień. Za Łobzem jest oczyszczalnia ścieków i można własnym nosem ocenić jak czysta woda wychodzi z oczyszczalni. Tym niemniej woda na całej długości Regi jest przeźroczysta i raczej nie śmierdzi. Czasami widać piaszczyste dno na głębokości nawet dwóch metrów. Myłem zęby na kempingu wodą z Regi i żyję.
Ten odcinek płynąłem samotnie. Pierwszy od Prusinowa w okolice Przyborza, tam łatwo schować kajak w szuwarach, ale ewentualny dojazd do niego samochodem... tylko terenowym. To odcinek około 24.5km kajakiem i tylko 5.5km pieszo (powrót do samochodu). Dla doświadczonego kajakarza, to jakieś 5 godzin płynięcia i godzina na pieszo. Drugi odcinek zrobiłem z Przyborza do mostu i wiaty przy Łagiewnikach. To niecałe 13km płynięcia i 12km pieszo. Jedyna infrastruktura dla kajakarzy jest właśnie pod Łagiewnikami. Jedna wiata i małe pole na namioty. Ale można nocować komfortowo przy drewnianym mostku w Unimiu, pod lasem, możliwy dojazd samochodem (punkt [Unimie]). Jest też kilka innych, dobrych miejsc na nocleg (oznaczone na trasie GPS). Więcej za Łobzem.
Drugi odcinek jaki opłynęliśmy to Resko-morze (81.2km). Ten odcinek nadaje się znakomicie na trzydniowy spływ, to około 81km. Większość dokładnych opisów tej rzeki, myli się w temacie kilometrów. Najciekawszy jest odcinek od Reska do Płotów. Nurt jest dość silny i zdarzają się ciekawe zwałki, jednak nie trudne, ponieważ poprzecinane dla turystyki. Na tym odcinku mamy aż trzy przenioski na elektrowniach, ale niezbyt długie. Woda jest czysta i nie śmierdzi, pomimo że przepływa przez kolejne miasteczka. Ale mało tu pól uprawnych, więc sztuczne nawozy nie niszczą wody w rzece. Za Płotami mamy długie jezioro zalewowe i długą przenioskę na elektrowni, a w Gryficach kolejna elektrownia. Dalej robi się nudno, bo już mniej lasów otacza rzekę, a za Trzebiatowem to już prawdziwa Biebrza, czyli niekończące się trzcinowiska. Ostatni odcinek Trzebiatów - Mrzeżyno to tylko dla kochających przyrodę bagienną, szum szuwarów, ptasie trele, no i nie ma jak wyjść z kajaka. Koniec najlepiej zrobić na prawo przed mostem w Mrzeżynie, na państwowym kempingu. Wpływanie do portu w Mrzeżynie, grozi mandatem. W Trzebiatowie można wybrać którą odnogą Regi płynąć. Można zrobić przenioskę zaraz na początku miasta (lepiej z lewej) i popłynąć dłuższą odnogą, ale obok licznych sklepów samoobsługowych. Można przenioskę zrobić w centrum miasta (trudniej) i zahaczyć o przystań kajakową (prywatną).
Rega jest nierówna. Czasami potrafi zachwycić w wyższych partiach, czasami znudzić do nieprzytomności. Ale płynąc po niej ma się wrażenie zatopienia w dzikości przyrody. Niestety infrastruktura dla kajakarzy jest bardziej niż mizerna. Nawet wypożyczalni sprzętu jest niewiele, a sprzęt lichy (2021). Jeśli nocować na dziko, to trzeba szukać miejsca w lesie. W dolnych partiach Rega ma już mniej lasów, a jeśli już, to zapokrzywione lasy liściaste, Najczęściej jednak szuwary i prywatne łąki. Pobudowano kilka przystani kajakowych w miasteczkach, w ramach jakiegoś unijnego projektu. Ale trzeba albo zapłacić za ich otwarcie, albo kombinować jak tam się dostać, gdzie znaleźć człowieka odpowiedzialnego za otwarcie bramy. Te przystanie są raczej dostępne dla zorganizowanych, dużych spływów.
Rega płynie przez kilka miast, więc nie ma problemu z zaopatrzeniem, nie trzeba brać ze sobą dużych zapasów żywności i wody. Między tymi miastami, w dni powszednie, kursują busy i autobsy, a nawet kolej. Można więc spłynąć samodzielnie, a do samochodu wrócić transportem publicznym. To kolejna zaleta Regi. Trzeba jeszcze nadmienić na temat dość wysokiej klasy czystości tej rzeki. Przyjemnie pływać po czystej wodzie, zwłaszcza w lecie, kiedy można się w niej kąpać bez ograniczeń. Ciekawostką jest to, że Rega jest trzecią, polską rzeką, co do długości, uchodzącą do Bałtyku. To ważna informacja, bo oznacza, że wody w niej nie brak.
Trasa kajakowa po rzece Myśla. Myśla jest bardzo ciekawą rzeką, wartą przepłynięcia. Ja poznałem dopiero jej połowę i przysporzyła mi wiele wysiłku, ale było warto. Kiedyś może było można spływać z Myśliborza, dziś (2020) szuwary są bardzo gęste, rzeka praktycznie aż do Mystek zarośnięta bardzo mocno. Ja płynąłem 8km w 6 godzin, albo raczej walczyłem o przesuwanie się. Mimo mokrego grudnia, wody było mało. Przez Zarzeczem jest wysokie żeremie bobrów, które trzyma wodę na wysokim poziomie, ale dalej już tylko mielizny kamienne. W Zarzeczu przenioska na jazie schodkowym i dalej mielizny. Potem szuwary i zwałki w szuwarach, następnie grube pokłady rzęsy i różnej zieleniny. Przed Mystkami nie płynąłem, ale zwiedziłem rzekę z brzegu, jest mocno zarośnięta. Właściwie spływać można poniżej Mystek. Co nie znaczy, że nie ma szuwarów, trzeba jeszcze trochę powalczyć, ale moim zdaniem to wspaniały odcinek rzeki, w mojej skali do 10, ten odcinek jest na 7. Woda kryształ, ale nurt słaby, dużo zwałek (w lesie mniej) ale łatwych do przeskoczenia, ciekawe otoczenie leśne i pastwiska dla krów. W Baranówku jest elektrownia z bardzo trudnym wyjściem z wody. Można to obnieść, ale trzeba iść spory kawałek po drodze asfaltowej i potem przez posesję elektrowni. Dalej są mielizny piaskowe i niestety spore obszary stawów hodowlanych z licznymi ujściami wody do Myśli. Niestety bo woda od tego momentu traci przeźroczystość, staje się mętna i mocno śmierdzi. Smród po kilku kilometrach się ulatnia, ale woda pozostaje szara jak mydliny. Częściowo ponosi za to winę muł, który zabarwia wodę na specyficzny kolor mleczno-zielony. Nie doszedłem do tego jakie to są minerały rozpuszczone w wodzie. Z początku, za mieliznami w Baranówku, jest bardzo dużo zwałek, niektóre trudne. Rzeka robi się spokojniejsza dopiero za leśniczówką w Mostach. Ogólnie odcinek jaki przepłynąłem nadaje się dla bardziej wytrawnych kajakarzy.
Trasy piesze i rowerowe po Drawski Park Krajobrazowy. Oprócz tras dostępnych rowerem/samochodem, w pliku na GPS dostępne są także dwie trasy przełajowe-piesze, oraz wiele waypointów, które opisują miejsca biwakowe nad jeziorami. Ciekawa jest trasa na południe odmiejscowości Cieszyny, gdzie na mapach oznaczono wiele ścieżek dydaktycznych wokół Torfowiska Morzysław Mały i kilku jezior. Niestety zapomniano je oznaczyć w terenie, przez co nawigacja jest dość trudna. Ale z gotowym śladem na GPS, jest to łatwe. Inną trasą przełajową jest ślad wokół Rezerwatu Pięciu Jezior, gdzie równie nędznie oznaczono szlaki, a można tam, zwłaszcza porą jesienną i zimową, kiedy drzewa nie mają liści, pójść na wspaniałą przechadzką z widokami jezior, z wysokich wzniesień. Ta trasa ma zaledwie niecałe 10km, ale przewyższenie na ponad 200m. Jest tam także ciekawy i trudny sigeltrack dla MTB.
Trasy piesze i rowerowe po Drawieński Park Narodowy. To bardzo ładna okolica lasów i jezior, pięknych rzek w głębokich kanionach. Nawet okolica Parku jest interesująca, dlatego załączam do pliku na GPS jeszcze trasy po szeroko rozumianej okolic. Jest tu sporo miejsc noclegowych (na dziko) nad jeziorami, z wiatami i bez, z pięknymi plażami, legalnie dostępnych samochodem lub pieszo/rowerem, na których można nocować. W samym Parku noclegi i przebywanie jest płatne i to dość słono, ale już poza jego granicami jest za darmo, a równie pięknie. Waypointy mają swoje opisy/komentarze, z których można łatwo wyczytać czego dotyczą, a ikona waypointa mówi o kategorii.
Trasa kajakowa po rzece Radew. Spływałem Radwią w pierwszy tydzień dość mokrego listopada. Ale na rzece są aż cztery elektrownie, które regulują poziom wody i chyba jest on dość stały. Tymniemiej, początek trasy, tuż za jeziorem Kiejce, ma dużo mielizn i kamieni. To nieprzyjemne dla kajaka. Trwa to około dwa kilometry, potem wpływa się w gęste szuwary i trzeba się przedzierać. Cała rzeka jest raczej dla bardziej profesjonalnych kajakarzy. Na całej długości jest sporo zwałek, niektóre dość trudne, nawet trudne do obejścia, z powodu bagnistego terenu. Pierwsze 10 kilometrów rzeki, od elektrowni w Żydowie, ma krystaliczną wodę, dalej jest już dno torfowe, więc przeźroczystość wody gwałtownie spada. Kolejne wioski i miasteczka zanieczyszczają rzekę śmieciami i smrodem ludzi. Jednakowoż woda nie jest śmierdząca, ani przesadnie brudna. Podobno w listopadzie sporo w niej pstrągów. Ale ja ich nie widziałem. Od miejscowości Niedalino Radew jest podobna do dolnej Drawy. Podobna ilość wody i zwałek, ale okolica rzeki brzydsza. Odcinki po 20-25 kilometrów zabierają 6-7 godzin mocnego pływania. A to z powodu zwałek. Najtrudniejszy jest odcinek 20-stu kilometrów przed Mostowem. Trudno go skrócić, bo trzeba by odebrać kajaki w środku lasu. Długie jeziora zalewowe są ładne i warte przepłynięcia. Odcinki przed i za Niedalino również są trudne z powodu zwałek. Za Nosowem zwałki są poprzecinane, ale i tak trzeba się napracować przy ich pokonywaniu. Do przeniosek dochodza jeszcze trzy jazy przy stawach hodowlanych. Najładniejszy odcinek, to pierwsze 12 kilometrów trasy. Zwałki nie są tam takie trudne, ale zdarzają się mielizny kamieniste i gęste szuwary. Odcinek od Żydowa do stacji Orlen przed Karlinem, to około 83 kilometry. Można go pokonać w trzy i pół dnia. Albo płynąc samotnie i wracając na piechotę po samochód, w pięć dni. Radew na pewno nie jest nudną rzeką, miejscami dość ładna i interesująca, miejscami pospolita, zwłaszcza za Nosowem. Ale mimo to jest interesującą na całej długości, co się rzadko zdarza.
Trasa kajakowa po rzece Łyna. Spłynęliśmy w trzy dni środkową Łyną, na przełomie września i października. Trasa z Olsztyna do Lidzbarka Warmińskiego zajmuje około 86km. Pierwsze kilometry, do pierwszej elektrowni, rzeka daje z siebie co najpiękniejsze. Może w rozlewiskach i nasileniu roślinności w wodzie, kiepsko się płynie, ale jest na prawdę pięknie. Dookoła biegnie Łynostrada, taka ścieżka rowerowa i piesza. Za pierwszą elektrownią robi się już bardziej normalnie, woda praktycznie nie płynie, aż do jazu na końcu jeziora Mosag. Za to brzegi obfitują w dobre miejsca na nocleg w lesie, a przenioski przez elektrownię Brąswałd i jaz, nie są trudne, ani uciążliwe. Dalej, praktycznie aż do mostu i przystani kajakowej we wiosce Kłódka, jest dość nudo, zresztą podobnie jest aż do wioski Smolajny, za Dobrym Miastem. Płynie się przez bagniska, więc szuwary, na zmianę z pastwiskami i łąkami, czyli krzaki i chaszcze na wysokich brzegach, na których jest bardzo mało miejsc, gdzie można by odpocząć. Nawet dalej, w lesie liściastym jest mało miejsc na nocleg, bo pokrzywy sięgają pasa, również ostrokrzewy utrudniają wyjście. Ciekawiej robi się za Smolajnami. Wpływa się do lasu, jest parę delikatnych przeszkód w wodzie, ale wszystkie poprzecinane (2020), trasa nie nastręcza trudności, mimo że nurt przyspieszył i płynie się dość sprawnie. Duża ilość meandrów, czasami skracanych wąskimi przesmykami, sprawia przyjemność. Las wokół jest ciekawy, miejscami piękny, zwłaszcza jesienią. Przed Łaniewem wychodzimy z lasu i ponownie pastwiska wokół. Dopiero przed Lidzbarkiem robi się nieco ciekawiej, bo sporo drzew. Na rzece zbudowano dobrą infrastrukturę dla kajakarzy z własnymi namiotami. Jest kilka przystani, gdzie można nocować, są wiaty i czyste WC. Spływ jest przyjemny, chociaż rzeka tylko miejscami jest ładna. Na długich odcinkach może znudzić monotonią krajobrazu, ubarwioną jedynie silnymi meandrami. Nie pływa tu dużo kajakarzy, ptactwo jest dość lękliwe, no może poza odcinkiem z Olsztyna do pierwszej elektrowni. Jednakowoż rzeka nie jest trudna na tym odcinku, dogodna dla amatorów, chociaż nie zauważyliśmy rozbudowanej infrastruktury hotelowej i wypożyczalni kajaków. Co do czystości, to jest na średnim poziomie. Nie śmierdzi, ale blisko Olsztyna woda jest dość szara. Przed Brąswałdem uchodzi do rzeki spieniona i smrodliwa woda z jakiejś rury, podobnie tuż przed Lidzbarkiem. Roślinność w wodzie jednak jest dość rozbudowana i ładna.
Link (PDF [18MB]) do dokładnego przewodnika PTTK po rzece Łyna.
Trasa rowerowa po Puszczy Zgorzeleckiej. Trasa wiedzie przez piękne lasy, bardzo zróżnicowane i usiane stawami hodowli ryb, które powstały tu przed stuleciem. Nie ma tu widowiskowych atrakcji, ale cały dzień spędzony na rowerze w lesie, w zupełniej głuszy, bez turystów wokół, daje niezły odpoczynek. W miasteczku Parowa, można kupić wyroby ceramiki Bolesławieckiej, oraz tradycyjne wyroby ceramiki wiejskiej.
Trasa rowerowa po Mużakowskim Parku Krajobrazowym. Park można podzielić na dwie części. Jedna to założenie parkowe, które było tworzone przez stulecia, a początek dał mu Hermann Ludwig Heinrich von Pückler-Muskau. Dziś można sobie tam pospacerować, tak jak po parku miejskim. Są piękne okazy starych drzew i alejki. Im dalej, tym bardziej dziko. Po stronie niemieckiej stoi piękny pałac, widać go przez Nysę Łużycką. Druga część parku to dawne wyrobiska kopalniane i to jest o wiele ciekawsze. Wyrobiska są zalane wodą. Utworzyły się kolorowe jeziora pośród lasów. Zbudowano to prawie 30-sto metrową wierzę obserwacyjną dla turystów i długie trasy, które zaglądają w zakamarki lasu usianego jeziorami. To bardzo ciekawy teren. Można jeszcze pojechać dalej na południe, wzdłuż Nysy Łużyckiej. Trasa wiedzie przez piękny las i kończy się na miejscu gdzie kiedyś stał ośrodek wypoczynkowy w lesie. Całość to niecałe 40km, ale zatrzymując się przy każdej atrakcji, można spędzić na rowerze cały dzień na tej trasie.
Trasa kajakowa po rzece Chocina (Jonki - Swornegacie). Płynęliśmy po standardowej wodzie, ani za mało, ani za dużo. Na płycizny nie natrafiliśmy. Lokalni ludzi mówią, że Chocina zwykle ma wodę, więc jest w tym temacie dość bezpieczna. Ale także jest dość nudna. Rzeka płynie płytkim korytem przez łąki, żadko w lesie. Zdarzają się od czasu do czasu urodziwe rodzynki, a to wysoka skarpa, a to korytarz drzew, ale większość nie jest zbyt ciekawa. Mieliśmy dwie przenioski. Jedna na zastawce, zejście dośc utrudnione przez kamienie i wysokie brzeg. Druga to resztki młynu pod główną drogą do Swornegaci. Ten młyn można na upartego spłynąć, ale istnieje duże ryzyko przeciągnięcia po kamieniach, więc szkoda kajaka. Za młynem rzeka zaczyna bardzo mocno meandrować i to jest niewątpliwym plusem. Zabawa w kręcenie kajakiem na zakrętach często 180st. daje sporo frajdy. Oprócz tego Chocina jest rzeką łatwą, dostępną dla każdego kajakarza. Spływ samotny może być utrudniony przez przenioskę na resztkach młynu. Przenosić trzeba przez asfaltową drogę, a samotnie trudno to zrobić, trzeba mieć wózek.
Trasa rowerowa/piesza po Gryżyńskim Parku Krajobrazowym. Lasy wokół rzeki Gryżynka nie są popularną destynacją na spacery, no może jedynie okolice wioski Gryżyna i plaże nad jeziorem Kałek. W tej okolicy zawsze wygrywa Łagów i jego Park. Tym niemniej warto zajrzeć do Gryżyńskiego Parku Krajobrazowego, zwłaszcza jeśli ktoś lubi lubuskie, poniemieckie wioski, zatopione w lasach i dawnych czasach. Tu ludzie tworzą nieco inną społeczność niż w reszcie Polski. Czas się zatrzymał w latach osiemdziesiątych, ale ludzie nie są biedni, mają po prostu inne podejście do życia, więcej fantazji, mniej przywiązują wagi do wizerunku reprezentacyjnego swych domostw, ale są gościnni, a lasy skrywają jeszcze niejedną tajemnicę wojenną.
Sercem Gryżyńskiego Parku są jeziora zatopione w lesie. Od jakiegoś czasu są własnością prywatną, z tego powodu zmieniono przebieg czarnego szlaku turystycznego, jaki przecinał Park, tereny opatrzono tablicami zakazu wstępu. Mimo to warto pójść starym szlakiem ignorując zakazy. Niestety oznaczenie szlaku jest bardzo mizerne, trzeba posiłkować się mapą i GPSem. Jednakże warto, bo krajobraz leśnych jezior to zrekompensuje.
Szlak nie jest łatwy dla rowerzystów, bo miejscami mocno zarośnięty. Można go przejść pieszo, na przykład wysiadając z pociągu w Szklarce Radnickiej i idąc nad jezioro Niesłysz, tam można zabrać się stopem do stacji Mostki i wrócić do domu.
Trasa kajakowa po rzece Bóbr (Trzebow [Kwisa] - Nowogród Bobrzański). W rekordowo suchą wiosnę, w ostatni weekend kwietnia, wybraliśmy się na dolny Bóbr. Zaczęliśmy jeszcze na Kwisie, przy progach i wiatach w Trzebowie. Można tam swobodnie nocować. Spływ zrobiliśmy w dwa dni, to około 48km. Rzeka, zwłaszcza wiosną, jest dość urocza. Spokój psują jedynie przenioski na elektrowniach. Na tym etapie jest ich cztery sztuki. Całkowity brak infrastruktury dla kajakarzy. Nie ma oznakowania, trudno się wychodzi na stromych rumowiskach kamiennych, bez wózka, lub kolegów do pomocy, nie da się przeciągnąć kajaków po betonie i kamieniach, a czasami trzeba ciągnąć 600-700 metrów. Brak także infrastruktury biwakowej, noclegi trzeba sobie szukać w lesie na własną rękę.
Mimo suszy wody było wystarczająco dużo aby nie szurać brzuchem po piasku i kamieniach. To łatwy spływ, doskonały dla początkujących. Trudność to przenoszenie kajaków, wychodzenie z nich w trudnych miejscach, no i może przepłynięcie pod zabytkowym wiaduktem, przed Żaganiem. Woda w Bobrze nie jest tak czysta jak w Kwisie, ale nie jest też śmierdząca, więc spływ może być miły.
Pierwszą elektrownię przenosimy wpływając w kanał obejścia. Można przenosić na prawo lub lewo. Następnie wpływamy w prawo w kolejny kanał obejścia i drugą elektrownię w Żaganiu obchodzimy po prawej. Następną elektrownię obchodzimy po lewej i ostatnią także. Tą ostatnią można sobie skrócić wychodzą na kamienie i betonowe schody, następnie przechodzą przez teren elektrowni (nielegalnie). Przedostatnia elektrownia ma dodatkowy jaz, kilkaset metrów dalej. Skakanie z niego tylko dla super fachowców, albo brawurantów. Jest tam potężny odwój. W Nowogrodzie jest jeszcze jeden jaz, ale można go przeskoczyć. Jedynie przy niskiej wodzie szkoda kajaka na kamieniach. Dolny Bóbr obfituje w ptactwo, mało tu jednak kajakarzy, więc ptaki są lękliwe. W dni powszednie przeszkadza nieco hałas drogi, która biegnie wzdłuż rzeki i to dość blisko, po wschodniej stronie.
Innym razem robiliśmy środkowy Bóbr, z Bolesławca do Małomic (53km). To był gorący i suchy czerwiec, można to zrobić w spokojne, dwa dni. To odcinek bardzo mało opływany przez kajakarzy. To widać na licznych przenioskach, bo nie ma wydeptanych ścieżek. Nie ma też zupełnie infrastruktury kajakowej, oznaczeń jak przenosić na siedmiu elektrowniach, wiat, miejsc piknikowych. Nawet miejsc do wyjścia z wody jest mało. Za to woda jest dość bystra, zwłaszcza na początku tego odcinka. Potem liczne elektrownie spowalniają nurt, a tuż za elektrowniami zdarzają się mielizny. Kiedy płynęliśmy woda była dość niska, a bywa nawet metr wyższa, co poznać po śladach na gałęziach drzew. Próg w punkcie [430] jest do przeskoczenia, ale długim kajakiem i na szybko. Prawie wszystkie elektrownie, oprócz dwóch ostatnich, przenosimy lewą stroną. Najgorzej jest na elektrowni Leszno Górne. Trzeba daleko iść w pokrzywach i krzakach z kolcami. Następnie przeskoczyć przez zwalisko głazów i potem przez lewy dopływ, następnie wskoczyć do Bobru z wysokiego brzegu. Nie ma oczywiście oznaczeń, ani wydeptanej ścieżki. Można zanocować pod lichą wiatą, punkt [460], ale kiepskie jest tam wyjście i mało miejsca pod namioty. Rzeka za to obfituje w zwierzynę i można czuć się odkrywcą, bo nawet wędkarzy jest mało. Zwałek nie zanotowałem, ale należy uważać na mielizny. W każdym razie rzeka nadaje się dla amatorów, z adnotacją, że przenioski nie są przyjemne, progów jest sporo, ale łatwych. Z Małomic można dwoma pociągami wrócić do Bolesławca, nawet w dzień świąteczny.
Trasy piesze i rowerowe po Wolińskim Parku Narodowym, i okolicy. Tereny nadmorskie znane są z plaży i kurortów takich jak Międzyzdroje. Ale nie tylko to może być celem przyjazdu na wyspę Wolin, zwłaszcza po sezonie letnim. Moczary, rozlewiska, ciekawe kompleksy leśne, są wyjątkowo urocze w tym rejonie. Zresztą nie tylko sama wyspa Wolin jest warta odwiedzenia, ale także najbliższa okolica, w tym przygraniczne tereny Niemiec. Polecam zwłaszcza wędrówki po rozlewiskach i moczarach na azymut. Można dotrzeć w ciekawe miejsca, rzadko odwiedzane przez turystów, ale jednak wydeptane przez ludzi lasu, myśliwych, wędkarzy. Takie trasy na przełaj wymagają jednak większego wysiłku, niejednokrotnie zdolności ekwilibrystycznych przy przechodzeniu ponad rowami melioracyjnymi, po powalonych drzewach. Jednak i tak warto tu zajrzeć, i poczuć się odkrywcą nieznanego.
Trasa kajakowa po rzece Dobrzyca (Machliny - Czapla Młyn). Dobrzyca to niezwykle interesująca rzeka na spływ. Niestety wymagany jest przynajmniej jakikolwiek stan wody, inaczej mamy do czynienia z wieloma mieliznami. My płynęliśmy w połowie mokrego października i mielizny tylko nieznacznie nam dokuczały. Zaczynaliśmy w Mechlinach, konkretnie w Turzach, na moście. Zaraz za mostem jest obnioska, straszne krzaki. Chyba że ma się ze sobą piłkę do drewna. Z początku rzeka jest wąska i płytka, obfituje w zwałki. Spływ zajmuje sporo czasu. Tak jest do mostu w Nowej Wsi. Pod mostem kamienie. Mija się wiele żeremi, dość wysokich tam zrobionych przez bobry. Bardzo tu ładnie, nawet jeśli nie świeci słońce. Za Nową Wsią robi się szerzej i głębiej. Zwałki są już poprzecinane, chociaż chyba dość dawno (2019), ponieważ cięte były pod turystów, ale jest sporo nowych, zupełnie nie tkniętych piłą mechaniczną. Nadal jest zabawa przy ich pokonywaniu. Nie są to jednak zbyt trudne przeszkody, trzeba wychodzić z kajaka, no może raz czy dwa. Przed Iłowcem robi się już szeroko, ale i trochę mniej dziko, przez to nudniej. W Spalonym Młynie jest kamienisty uskok, można go pokonać, ale trzeba się liczyć z zadrapaniami na dnie kajaka. Odcinek do Golc, około 19km, zajął nam 6 godzin dość intensywnej pracy. Mieliśmy tylko jeden krótki odpoczynek. Drugiego dnia płynęliśmy do Czapli Młyn. Ten odcinek też ma zwałki, ale już dość łatwe do pokonania, wiele jest poprzecinanych pod spływy turystyczne. Rzeka jest szeroka i głęboka, dno piaszczyste i w słoneczne dni pięknie się mieni w wodzie. 27km zajęło nam około 6 godzin, jeden odpoczynek. W Rudnicy jest park linowy przy rzece i nad nią. Mimo że rzeka na tym odcinku jest łatwa, to jednak warta spłynięcia z powodu pięknej przyrody, zwłaszcza jesienią, kiedy listowie się przebarwia. Osobiście uważam Dobrzycę, za drugą po Piławie, najładniejszą rzekę w Polsce. Ale to jest tylko mój ranking.
Trasa kajakowa po rzece Pogona (zalew Jeżewski - ujście). Chyba udało się nam rozdziewiczyć tą rzeczkę, bo nie sądzę, aby ktoś przed nami nią płynął. To w zasadzie strumień, jakimś cudem płynie przez las, a to w Wielkopolsce rzadkość i dzięki temu Pogona jest na prawdę urodziwa. Wdzięku dodaje jej dzikość i cisza lasu. Jest maleńką rzeczką, więc spławna jest raczej jedynie w mokre miesiące. Płynie przez bobrowiska, więc miejscami jest więcej drzew w rzece niż wody. Może to piękna pogoda, może dobry biorytm, ale walka ze zwałkami w ogóle nas nie zmęczyła, a ujście Pogony do brudnego kanału Obry, przywitaliśmy nie z ulgą, ale z przykrością. 4.5 kilometra trwała ta walka o płynięcie, ale jak by było tego dwa-trzy razy więcej to byśmy nie protestowali. Pływałem różne zwałkowe rzeki, ale rzadko sprawiało mi to przyjemność, no może poza Ilanką. Pogona jest w sam raz na aktywny wypoczynek. Należy jednak sprawdzić stan wody przed płynięciem. Jeśli na wodowskazie, na ujściu z zalewu jest minimum 92, to można płynąć. Będą mielizny, ale niezbyt uciążliwe. Trzeba jednak wyposażyć się w dobry kajak z fartuchem, trochę wiedzy o tym jak przechodzić zwałki, oraz odpowiednie odzienie. Pierwszy spływ Pogoną zrobiony, szlak przetarty, trochę gałęzi poprzecinaliśmy, więc następnym razem będzie łatwiej, nie trzeba zabierać piłki. Po skończeniu Pogony, można płynąć dalej kanałem Obry. Odcinek do Ziomka jest jednak tak nudny, że... tylko brud i smród wody jest urozmaiceniem.
Trasa kajakowa po kanale Obry (Ziomek-Krzywiń - rejon Gostynia). Spływ po kanale, pośród uprawnych pól Wielkopolski, w rejonie Gostynia. Czy może być coś nudniejszego? Kanał Obry mnie zaskoczył i to pozytywnie. Nie wiem czy ktoś przed nami tamtędy płynął, ale na upartego można by tam zrobić szlak kajakowy sławiący walory krajobrazowe nudnej Wielkopolski. Do kajaka należy jednak dołączyć klamerkę na nos. Płynie się w dość głębokim korycie rzeczki, która w lutym ma wystarczającą wodę, aby nie szurać podwoziem po mule. Kanał się w większej części zarośnięty szuwarami, co w okresie zimowym daje ciekawy, kajakowy pejzaż. Miejscami jest dość wąsko, ale przede wszystkim woda jest brunatna i śmierdząca, więc trudno polecać ten odcinek na rekreację. Po drodze mija się kilkanaście zapór, w sezonie zimowym podniesionych. Niektóre z nich mają dość wysokie jazy, do przeskoczenia tylko dla fachowców i z asekuracją. A konkretnie są dwa takie jazy. Parę kilometrów przed Krzywinem, kanał rozwidla się na szerokiej, podwójnej zaporze. W lewo, na zachód można płynąć kanałem Obra-Samica do jeziora Wojnowieckiego. Stary szlak kajakowy prowadzi właśnie tamtędy aż do Kościana i dalej do Odry, ale raczej jest trudny do spłynięcia pomiędzy jeziorami i płytkim kanałem Wojnowiec. Lepiej płynąć dalej przez Krzywin.
Trasa kajakowa po rzece Słupia. Tradycyjnie w sylwestra zrobiłem jakiś spływ, tym razem na Kaszubach. Słupia okazała się rzeką interesującą pod względem technicznym. Spływałem odcinek Suszyca-Osieczki. Na tym etapie rzeka mocno meandruje, a nawet bardzo mocno. Co ciekawe ma również silny nurt. Więc każdy zakręt jest wymagający ze względu na powstające wiry. Jest też sporo zwałek, ale nie są trudne dla doświadczonych kajakarzy. Ktoś poprzecinał najtrudniejsze drewno, tak aby spływ był możliwy do zrobienia bez wychodzenia z kajaka, czy trudnej walki, a jednocześnie nie był nudny. Ktoś ciął z głową, a to się rzadko zdarza (2019). Koledzy z Drawy mogliby tu przyjechać się tego nauczyć. Uroda Słupi na tym odcinku, według mojego rankingu w skali 0-10, jest na 6.
Kolejnego dnia płynąłem dość krótki odcinek z Kamieńca, po rzece Kamienica, do Starej Słupi i dalej do pierwszego mostu. To wymagający etap spływu. Nurt jest jeszcze silniejszy, a liczne zwałki już nie poprzycinane. Jednakże nie trzeba wychodzić z kajaka, aby je pokonać. Generalnie Słupia bardzo mi się spodobała ze względu na charakter pracy wiosłami i otaczające, ją piękne lasy. Płynąłem sam, więc za każdym razem musiałem wracać po samochód pieszo przez las, wzdłuż rzeki. To na prawdę piękna okolica, warta spacerów.
Normalnie spływa się Nową Słupią, przez jezioro Głębokie, do elektrowni. Ja początkowo chciałem płynąć do ujścia Bytowej do Słupi, tam jest zapora (Cicha Woda) i zaczyna się płytka Stara Słupia. Ale do tego potrzebny byłby transport i drugi samochód. Zrobiłem także spacer wzdłuż Starej Słupi, od Krosnowa do ujścia Kamienicy. Jeśli by mocniej popadało i rzeka przybrała jeszcze jakieś 10-15cm, to można by ten odcinek spłynąć i nieźle się pobawić na zwałkach.
Wzdłuż rzeki ustawiono wiele wiat, jest sporo miejsc, gdzie można rozstawić namiot. Infrastruktura jest zadbana, gorzej ze szlakami pieszymi, jest ich dość mało i łatwiej jest znaleźć ciekawe miejsca idąc na przełaj, niż podążając wyznaczonymi szlakami.
Trudno polecać tą rzekę amatorom w otwartych kajakach, chyba że w ciepłe lato. Kąpiele wydają się oczywiste. Lekko doświadczony kajakarz, w zamkniętym kajaku, świetnie da sobie radę i będzie miał przyjemność z płynięcia.
Trasa kajakowa po szlaku konwaliowym. W suchy lipiec trudno znaleźć rzekę na spływ, wszystko jest zbyt płytkie. Zdecydowałem się na szlak konwaliowy, czyli jeziora Przemęckiego Parku Krajobrazowego. Zacząłem w Błotnicy. Przy ujściu kanału łączącego jezioro Przemęckie z Boszkowskim. Jest tam wiata i parking dla wędkarzy. Kanał nie wyglądał na mocno zarośnięty, ale na pewno dość śmierdzący. Jeśli zacznie się wcześnie rano to można uniknąć tłoku motorówek i jachtów na jeziorach, a także kajakarzy. Sezon wakacyjny i ładna pogoda niestety zwiastuje tłumy. Ale da się znaleźć takie miejsca, gdzie jest płytko i podpatrywać ptaki w sitowiu. Jednakowoż brzegi jezior nie są ładne, spływ ma raczej charakter wypoczynkowy. Po prostu jest nudno. Dopiero od kanału łączącego jeziora Trzytoniowe z Breńskim zaczyna się coś dziać i znikają łodzie. Kanał jest dość ciekawy, a może z powodu nużących jezior wydaje się być taki. Nie jest płytki. Jeszcze ciekawszy i dość urokliwy jest kanał łączący Breńskie z Białym. Na tym ostatnim jest bardzo hałaśliwa plaża, taki festiwal kultury drobnomieszczańskiej. Można go ominąć z dala, ale nie da się go nie słyszeć. Dalej wpływa się na jezioro Miałkie, które we wschodniej części jest mocno zamulone. W suchy lipiec wody było ledwie na 10cm, reszta to szary muł, który wydaje się nie mieć dna. Mimo to jezioro Miałkie wydało mi się całkiem interesujące. Pozbawione ludzi, za to jest tu sporo ptactwa, pełne śpiewu ptaków trzciny i... brak możliwości wpłynięcia do kanału łączącego go z jeziorem Lincjusz. Trudno powiedzieć, czy w zimie jest wyższy poziom wody. Ja próbowałem przebić się przez trzciny do bliskiego jeziora Osłonińskiego, aby wrócić na wiosłach do Błotnicy, ale ostatecznie zostawiłem kajak wędkarzom i poszedłem pieszo po samochód. Szlak nie jest piękny, ale na spokojne pływanie dla amatorów jest całkiem godny polecenia. Należy jednak sprawdzić prognozę pogody, aby zacząć z odpowiedniego końca. Wiatr w czoło na tak długich jeziorach, może wykończyć siły.
Trasa kajakowa po rzece Nysa Łużycka. Od dawna planowałem spływ po Nysie Łużyckiej. W końcu udało się zebrać znajomych, aby jakoś ogarnąć logistykę transportową. Popłynęliśmy z Bielawy Dolnej (okolice Pieńska) do Łęknicy (stary most). Płynęliśmy w suchym czerwcu, więc w wielu miejscach brakowało wody. Mielizny trochę nam dokuczały, podobnie kamienie na niskich progach, których jest tu dość sporo (na trasie GPS oznaczone kwadratami żółto-czerwonymi). Sporo także jest obniosek trwałych. Na tym 50-cio kilometrowym odcinku jest aż sześć elektrowni (oznaczone na trasie GPS czerwonymi kwadratami). Zazwyczaj łatwiej przenieść kajaki po niemieckiej stronie, obnioski są krótsze. Infrastruktura ułatwiająca przenoszenie kajaków jest mizerna, nawet po polskiej stronie, która podobno była dość doinwestowana, by przyciągnąć kajakarzy na Nysę. Jest za to parę wiat, po równo, trzy po polskiej i trzy po niemieckiej stronie. Warto wspomnieć o parku rozrywki - Kulturinsel Einsiedel, po niemieckiej stronie, w okolicy Bielawy Dolnej, o kawiarni pływającej po Nysie, ale także o tym, że najlepiej robić zakupy po drodze w Przewozie, w Sobolicach jest mały sklepik, ale bardzo kiepsko zaopatrzony (1km dojścia). W Łęknicy, w centrum, trudno zabrać kajaki, lepiej po niemieckiej stronie, tuż przed elektrownią. Pozostawienie samochodu przy kładce w Bielawie Dolnej na noc, jest wysoce ryzykowne, jak to nam podpowiedzieli Polacy. Ja zostawiłem wóz na parkingu pod parkiem rozrywki i nic nie skradziono. Co do walorów krajobrazowych, Nysa na tym odcinku jest dość nudna, Kwisa jest ciekawsza. Nieco ciekawiej od strony technicznej spływu, robi się od elektrowni w Pechem-Pechc do ujścia rzeki Skroda. Są wielkie głazy, kilka drzew w wodzie, ale zwałek nie ma, jedynie silny nurt wymaga sprawnego manewrowania. Jedynie na tym odcinku nurt jest mocniejszy. Ilość elektrowni i spiętrzeń wody, powoduje że w suchym czasie woda prawie stoi w miejscu. My rozłożyliśmy sobie spływ na dwa leniwe dni. Można to jednak spłynąć w jeden mocny dzień. Dzięki pomocy kolegi Rolanda, dostaliśmy dokładne mapki i opis rzeki. To usprawniło nam przenioski, a także dowiedzieliśmy się nieco o walorach historycznych i krajobrazowych regionu.
Trasa kajakowa po rzece Noteć. Chcieliśmy popłynąć Notecią ponieważ pięknie wylała i w zasadzie nie było widać gdzie jest właściwy nurt rzeki, a gdzie poldery zalewowe. Niestety tydzień później woda opadła o pół metra i już widoki z kajaka nie były takie niezwykłe. Może gdybyśmy popłynęli w okolicy Drezdenka, ale wybraliśmy odcinek Ciszkowo-Wrzeszczyna. Po drodze przepływa się trzy śluzy poniemieckie ciekawej konstrukcji. W zimie są otwarte, spływa się swobodnie. W Wrzeszczynie, na brzegu jest ładne miejsce postojowo/noclegowe, z wiatami, stołami. W Ciszkowie jest prom, więc łatwo dostać się do rzeki. Cóż poza tym? Rzeka dość monotonna i nizbyt urodziwa. Bardzo łatwo pomylić ją z Wartą.
Trasa kajakowa po rzece Głuszynka. Spływaliśmy tą rzeczkę w styczniu, przy bardzo wysokiej wodzie. Prawdopodobnie w lecie może być zbyt mało wody na pływanie. Sprawdziliśmy odcinek z mostu na ulicy Leśnej w Borówcu, czyli za ostatnim jeziorem i dopłynęliśmy do ostatniego mostu w Czapurach. Rzeczka jest nawet ładna, mimo że płynie przez teren zabudowany, ale częściowo otoczona jest lasem/parkiem. To właściwie tereny miejskie Poznania, ale woda jest przejrzysta na dużej głębokości (prawie 2 metry), nie śmierdzi, widzieliśmy sporo ptactwa i kilka bobrów. Przy wysokiej wodzie i mrozie trudno zakwalifikować tą rzeczkę dla amatorów, ale przy ciepłej pogodzie i niższej wodzie może być dużo łatwiejsza do spłynięcia. Dla nas była bardzo dużym wyzwaniem wysiłkowym, chociaż nie była trudna. Pierwszy odcinek do jeziora Borówieckiego (to raczej zapadlisko z trzcinami) był spokojny i miły, bez przeszkód. Przed jeziorem trzeba było przenieść kajaki ze względu na wysoką wodę pod mostem. Jezioro nas zatrzymało na ponad dwie godziny. Sitowie wmarznięte w lód i brak wody, w końcu zmusiły nas, na środku jeziora, do ucieczki na brzeg. Pokonanie 69 metrów przez trzciny zajęło prawie godzinę. Wody było mało, same trzciny, ale lód był za słaby aby po nim iść. Trzeba było szurać kajakiem przez zwały trzcin. Potem długa obnioska przez osiedle domków jednorodzinnych i las, ponad 900 metrów. Dalszy odcinek rzeki miał także sporo trzcin, ale jakoś dało się płynąć licznymi, wąskimi meandrami. Kolejna zmiana czekała nas za mostem w Kamionkach. Aż do mostu na ulicy Piotrowej rzeka jest bardzo ładna, płynie przez las/park, przy wysokiej wodzie, na tak licznych meandrach, jest zabawa z nurtem na zakrętach. To najładniejszy odcinek naszego spływu. Dalej rzeczka robi się miejscami szuwarowa, aż w końcu wpływa w las i liczne zwałki. Nie są trudne, ale jedna jest do obniesienia. Przy wysokiej wodzie trzeba szybko i zdecydowanie reagować. Tuż przed końcem natrafiamy na rozwalony jaz ze sporym uskokiem. Obnieśliśmy, ale jeśli skakać to z lewej strony, ze skrętem na prawo. Najlepiej skończyć przed mostem w Czapurach, po prawej. Jest dojazd dla samochodów, obok przedszkola.
Trasy piesze i rowerowe po Górach Kaczawskich (rejon Legnica, Jawor).
Trasa kajakowa po rzece Mała Wełna. Odcinek z mostu przy wiosce Myszki, do mostu we wiosce Nadmłyn, około 22km. Płynęliśmy tuż przed sylwestrem, woda była bardzo wysoka od ponad miesiąca. W wielu miejscach trudno było znaleźć koryto rzeki i płynęliśmy po łąkach, polach kukurydzy. Rzeka zaskoczyła nas urodą, spodziewaliśmy się płynąc przez nudne łąki i pola w głębokim korycie, jak to zwykle w Wielkopolsce, ale jednak Mała Wełna na tym odcinku potrafi przyciągnąć uwagę ładnymi trzcinowiskami, rozlewiskami i na koniec ciekawymi zwałkami w lesie. Trzeba jednak przyznać, mieliśmy wspaniałą, słoneczną pogodę. Rzeka nie jest trudna, dostępna nawet dla otwartych kajaków i amatorskich umiejętności. Nurt jest dość słaby, w kilku miejscach trzeba przenieść kajak z powodu dwóch zapór i dwóch zwalonych wierzb, całkowicie tarasujących nurt. Reszta jest łatwa do spłynięcia.
Trasa kajakowa po rzece Wda. Odcinek Bąk - Żurawki płynęliśmy przez dwa i pół dnia, w upalne lato 2020. Wody nie brakowało, za to hałaśliwych turystów było za dużo. Zwłaszcza takich co cztery razy częściej chwytają za puszkę z piwem, niż za wiosło. Mimo to rzeka nie była zaśmiecona. Do Czubka brzegi obfitowały w miejsca postojowe z wiatami i kempingi. Dalej było nieco gorzej, ale za to można było znaleźć całkiem urodziwe miejsca na nocleg, na dziko, polecam punkt [934]. Rzeka na spokojny spływ, bez żadnych przeszkód, tylko dwie elektrownie do przeniesienia, ale nie są to trudne przeszkody. Raz zdarzyło się nam (przed Wojtalem) zwalone drzewo. Możne je przejść, amatorom polecam obnioskę. Rzeka jest miejscami piękna, zwłaszcza odcinki leśne. Meandruje pośród sosnowych borów i wysokich brzegów, piaszczystych skarp. Odcinki bez lasu są dość nudne, trudno wyjść na odpoczynek, sporo gzów gryzących. W okresie letnim dno tej dość czystej rzeki, jest usiane roślinnością, która pięknie się wije z szybkim nurtem. Mało tu wiosek, więc jest także dość cicho. Nie sądzę, aby w suche lato było za mało wody na pływanie.
Odcinek z mostu przy Żurawkach, albo na drodze pomiędzy Kasparus a Skrzynia, do... właściwie do żadnego, konkretnego miejsca, po porostu 20km. To wychodzi grubo za miejscowość Błędno. Ten odcinek Wdy jest niezwykle kręty i oczywiście przebiega przez tereny leśne. Spływałem go samotnie, powrót pieszo po samochód wyszedł niecałe 8km. Płynąłem na pod sam koniec października 2017, tuż po długotrwałych deszczach. Poziom wody był dość wysoki, a nurt silny. Przeszkód nie zanotowałem, przynajmniej nie takich, z którymi amator nie mógłby sobie poradzić z marszu. Rzeka szeroka, bez mielizn, czysta, nieśmierdząca, płynie przez piękne lasy sosnowe, z rzadka bagniska, częściej pośród wysokich, piaszczystych klifów. Nie jest to najładniejszy odcinek rzeki jaki widziałem, ale mogę go zaliczyć do ładniejszych. Wzdłuż poustawiano kilka wiat przy miejscach biwakowych w lesie. Nie zaobserwowałem reklam agroturystyki, czy kempingu. Poza sezonem tutejsze lasy są zupełnie bezludne, samochody krążą po drogach w niewielkiej ilości. Taki spływ, zwłaszcza samotny, może być doskonałą propozycją na ucieczkę od cywilizacji. To także dobra propozycja dla amatorów, rzeka jest łatwa. Skończyłem akurat na przeniosce - powalone drzewo. Być może przy niższym stanie wody, można by przejść pod spodem. Ale to jedyna przenioska na tym odcinku. Po drodze są tylko dwie, małe miejscowości i jeden most betonowy, cała reszta to las i cisza.
Ostatni odcinek jaki płynąłem to z okolic Błędna do elektrowni Żur. Tam nie wiedziałem jak przenieść kajak, więc skończyłem. Jezioro zalewowe jest dość długie, a początek to mielizny, aż do mostu w Tleniu. Rzeka z Błędna do Tlenia nie zmienia się zasadniczo, nadal jest czysta, zwałek brak, tor przygotowany dla turystów, ale brak miejsc postoju. W Starej Rzece budują właśnie (2021) przystań kajakowa koło starej szkoły (tuż za mostem, po prawej). Okolice Starej Rzeki to szybszy nurt i pojawiają się podwodne kamienie. Wioska długo się ciągnie, jest parę miejsc przygotowanych dla turystów. Po drodze mija się stary most przedwojenny. Wysadzony przez polskie oddziały. Kiedyś zginęli tu w Maluchu młodzi ludzie. Skoczyli z mostu samochodem do rzeki.
Trasa kajakowa po rzece Obrzyca. Odcinek z Lubiatowa do jeziora Rudno i osady Jesionki nie jest godny polecenia dla turystów i amatorów miłego spędzania czasu na łonie przyrody. Płynąłem pod koniec mokrego września, wody było sporo, miejscami grubo ponad metr. Woda jest przejrzysta nawet do samego dna, ale ma bardzo słaby nurt, więc w zakolach i trzcinowiskach stoi na niej gruby na 15cm kożuch rzęsy, który po ruszeniu wydaje dość nieprzyjemną woń zgnilizny i rozkładu. Dodatkowo niezwykle trudno przez takie kilkunastometrowe łachy przepłynąć. Chyba już łatwiej by było przeskakiwać zwalone drzewa. Tych jednak jest tu niewiele, w zasadzie tylko jedno (2017). Z początku rzeczka meandruje przez las, ale jest dość szeroka. W zasadzie cały odcinek między Lubiatowem a Konotopem to jedno trzcinowisko leśne, a potem łąkowe. Nie jest to zwarta trzcina, w której można straci świadomość kierunku poruszania się, ale mimo to przepłynięcie tego wymaga wysiłku. Za Konotopem zdarzają się liczne łachy rzęsy, czasami chyba lepiej jest wyjść z kajaka i obejść to po trzcinach. Zaoszczędzi to czasu i smrodu. Za miejscowością Jesiona rzeka się rozszerza i wreszcie jest szybsza, w końcu wpada do jeziora Rudno. To spływ dla lubiących pokonywać trudności z wysiłkiem i odnajdywać w tym przyjemność. Można ten odcinek z powodzeniem przepłynąć w pojedynkę, ponieważ rzeka wykręca tutaj duży łuk. Spływ to 5-6 godzin i 18km, a powrót na piechotę, do samochodu przez las, to niecałe 10km.
Trasy po Nadwarciańskim Parku Krajobrazowym oraz Rezerwacie Lutynia/Czeszewo. Okolice Warty, na zachód od Konina są interesującą przestrzenią do zwiedzania pieszo, rowerem, lub innymi środkami lokomocji. Dzikie tereny, pozbawione zabudowań (z wyjątkiem opuszczonych domów), w wielu miejscach są podmokłymi grzęzawiskami. Przecinają je liczne rozlewiska i rzeczki, będące częścią Warty. Można tu spędzić kilka dni, będąc odizolowanym od cywilizacji i zagubionym pośród przyrody opanowanej przez ptactwo wodne. Niektóre łąki są uprawiane, inne służą jako pastwiska w suchym okresie roku. Wiosna i jesień to czas kiedy rozlewiska są trudnodostępne dla piechurów. Woda opanowuje wtedy większą część tego terenu. Większość ciekawych miejsc znajduje się po lewej, południowej stronie Warty, ale można też przedostać się mostami w Pyzdrach i Lądzie na drugą stronę rzeki. Działa też tutaj kilka promów, w tym prom w Czeszewie (płatny) oraz w Ciążeniu, pracujące tylko w sezonie letnim, zwykle od początku maja. Rezerwaty Lutynia i Czeszewo to ostępy leśne, przez które prowadzą ścieżki dydaktyczne, warte odwiedzenia. Teren ten przecina droga leśna udostępniona dla ruchu pojazdów. Przy niej zlokalizowano dwa duże parkingi, jeden z wiatami, w środku lasu, przy leśniczówce, drugi nad Wartą. Teoretycznie można tam nocować pod namiotem, albo dojeżdżając kamperem. Rezerwaty te otacza dogodna ścieżka wiodąca górą wału przeciwpowodziowego, na południowej stronie Warty. Dalej biegnie ona aż pod most przy Pyzdrach. Jadąc/idąc górą wału można podziwiać tereny wzdłuż Warty i łatwo dostać się do promu w Pogorzelicy, albo do mostu w Pyzdrach. Wał biegnie dalej na wschód i znika w rozlewiskach Nadwarciańskiego Parku Krajobrazowego. Tam można łazikować na przełaj, najlepiej w kaloszach, albo licznymi dróżkami. Wiele z nich wymaga przedostawania się przez zalane zapadliska i piaszczyste łachy. Ale warto tam pomyszkować, zwłaszcza na wiosnę, kiedy łąki kwitną bajkowo. Można znaleźć opuszczone gospodarstwa, niektóre jeszcze utrzymywane sezonowo, inne zaanektowane na potrzeby wakacjuszy i przyczep kempingowych. Na pewno na rozlewiskach zobaczymy mnóstwo ptactwa wodnego, żab, no i owadów gryzących wieczorami. Tereny parku na wschód od Lądu nie są już tak dzikie, bardziej natomiast są zalesione i uprawiane przez rolników. Po północnej stronie Warty można podziwiać pałac w Ciążeniu, klasztor w Lądzie, a na pewno warto wpaść na rynek do Pyzdr, gdzie jeszcze można zobaczyć tradycyjny, nie zniszczony nowoczesnymi pomysłami architektów, rynek miejski. W załączonej trasie na GPS jest sporo śladów (gęstych i ich kopii mniej gęstych), które opisują prawie wszystkie ścieżki w Parku i Rezerwatach. Nie ma ich na mapach, nie prowadzą tamtędy szlaki piesze, więc ślady przydadzą się. Jest też kilka punktów, które sugerują dobre miejsca na biwak. Ważną rzeczą jest aby do rezerwatów nie wjeżdżać pojazdami silnikowymi. Reszta jest raczej dostępna dla wszystkich. W okolicy, oprócz Warty można spłynąć kajakiem po rzekach Lutynia i Bawół.
Trasa kajakowa po rzece Gwda. Na Gwdzie postanowiliśmy uskutecznić nieco inny plan działania. Spływaliśmy cztery dni, w każdym z nich pół dnia pływania i pół dnia powrotu na pieszo po samochód, noclegi w lesie, w samochodzie. Ta formuła, można powiedzieć hybrydowa, okazała się całkiem przyjemna. Po spłynięciu 8-15km zaczynało się nam już nudzić w kajaku, wtedy zwykle kończyliśmy, we wcześniej ustalonym miejscu, aby zostawić kajaki u gościnnych ludzi i wrócić przez las, spacerkiem, podziwiając piękną Gwdę z wysokich klifów. Udawało się nam bez problemu i opłat zostawiać kajaki do rana następnego dnia. Spływaliśmy z miejscowości Spore do przedmieść Lędyczka. Początek przy wielkiej, nowej wiacie, punkt [909]. Można tam nocować, nawet są latarnie, ale jednak spokój i las dookoła. Pobliski budynek jest niezamieszkany. Odcinek do jeziora Wielimie jest miejscami płytki i jest tam parę zwalonych drzew, ale każdy amator da sobie świetnie radę. Na jeziorze trzeba się sprężać, jeśli mamy przeciwny wiatr, to długi odcinek, ale nie nudy. Na cyplu mamy do odwiedzenia bunkier, punkt [004]. Potem jeszcze nijaki, wyglądający jak sztuczny kanał, spływ do drugiego mostu w Gwdzie Wielkiej i koniec etapu. To zaledwie 10.4km, ale powrót pieszo to 15.4km, za to przez piękny las. Następny odcinek do elektrowni Gołębiewo, punkt [009], jest silnie meandrujący, to około 12.5km, powrót lasem, koniecznie wschodnim brzegiem, tam są piękne widoki, to około 10.5km. Można nocować w elektrowni, 15zł za namiot/samochód. Trzeci etap też meandruje z początku, jest równie piękny jak poprzedni, ale pod koniec się prostuje, staje się nudniejszy, zwłaszcza w okolicy elektrowni Lubnica, punkt [012]. Wcześniej, w punkcie [011] mamy trudny do spłynięcia wir przy dwóch mostkach. Ja spływałem lewym, wydaje się łatwiejszy, ale trzeba się dobrze do tego ustawić aby nie walnąć w szeroki filar. Kajakami otwartymi odradzam pokonywanie tego wodą, lepiej przenieść. Koniec etapu na elektrowni Węgorzewo, punkt [017]. Powrót wschodnią stroną, ładnie, ale trzeba przejść rzeczkę Czernica po zwalonym dębie, bo most już nie istnieje. W tej okolicy jest centrum biesiady rodzinnej, gdyby to kogoś interesowało, my staraliśmy się to ominąć z daleka. Ostatni etap jest króciutki, ledwie 8.6km i kończy się na przedmieściach Lędyczka. Ponownie powrót wschodnią stroną przez piękny las i rezerwat Doliny Gwdy. W sumie rzeka na tym etapie jest dość ładna ze względu na swoje walory leśne. Woda jednak jest zamulona, więc nieprzejrzysta, ale nie śmierdząca. Jest wiele etapów nudnych, ale też kilka bardzo ciekawych, niektóre wymagają szybkich reakcji ze względu na nurt wody. Na długich odcinkach jest ładnie i interesująco. Przyrównałbym tą część Gwdy do najbardziej uczęszczanego odcinka Drawy, może nawet jest ładniej. Niestety jest kilka przeniosek na elektrowniach, większość z nich jest trudna dla samotnych kajakarzy, bo trzeba przejść po żwirze i kamieniach.
Trasa kajakowa po rzece Piława. Spływ na niecałe dwa dni wytężonego wiosłowania. Początek w okolicy wioski Liszkowo, przy moście na drodze Borne Sulinowo - Lubowo. Koniec w miejscowości Czechyń. Całość to około 50km spływu, trzy przenioski, ale niezbyt uciążliwe, za to na początku sporo jezior rynnowych, na prawdę długich. Jeśli przydarzy się południowy wiatr, to trzeba ostro wiosłować. Reszta rzeki ma słaby nurt, tylko miejscami lekko przyspiesza. Więc także wymaga pracy wiosłami. Piława nie jest w żadnej mierze trudna, we wrześniu 2016 nie było ani jednej zwałki na tym odcinku, jedynie kilka rumowisk kamieni. Jest dość ładna, chociaż nie aż tak jak Rurzyca. Piławę można spływać otwartymi kajakami, jest idealna na rodzinne spływy amatorskie. Piękne lasy dają wiele sposobności do odpoczynku na brzegach i dzikich kempingów. Ale także jest spora infrastruktura turystyczna. Nawet w suchej porze jest wystarczająco dużo wody i to wody kryształowo czystej, chociaż zwierzyny nie ma zbyt wiele. Na odcinku miedzy Nadarzycami a Szwecją jest najpiękniej. To zupełna dzicz dawnego poligonu wojskowego, chociaż mało tu zwierzyny wodnej. Za to jesiennymi nocami rykowiska są głośne. To łatwy spływ, w związku z tym, w sezonie, jest tutaj wiele turystów i robi się miejscami tłoczno, chociaż to nie jest tak uciążliwe jak na Drawie.
Dolną Piławę spływałem w śnieżny kwiecień. Śnieg spadł w nocy i było dość zimno. Poniżej Czechynia rzeka jest bardzo łatwa, napotkałem trzy, proste do przejścia zwałki. Na tym odcinku nie jest nazbyt pięknie, powiedział bym jest poprawnie. Przy drodze Krępsko - Stara Łubianka, można napotkać jedyne miejsce biwakowe nad tą rzeką. Są wiaty, jest miejsce na namioty i jest dość przyjemnie. Na końcu zalewu w Zabrodziu, trzeba przenieść kajak dość niefortunnym, bo betonowym zejściem. Obok jest silny wodospad trójgraniasty. Ponad jest wiadukt, gdzie kiedyś kursowały pociągi. Za wiaduktem i przenioską, po lewej są zabudowania poteżnej, nieczynnej od wojny, hodowli ryb.
Trasa kajakowa po rzece Rurzyca. Spływ na niecały dzień, około 20km. Rzeka całkowicie pozbawiona utrudnień, jedynie dwie krótkie przenioski na koniec, przed ujściem do Gwdy. Rzeka idealna dla amatorów i kochających piękną przyrodę. Według mojego rankingu Rurzyca jest w pierwszej trójce najładniejszych rzek w Polsce. Należy się jednak nastawić na spływ bez elementów podnoszących adrenalinę. Więc dla kajakarzy zwałkowych może być nudno. Poziom wody zwykle utrzymuje się na stałej wysokości, kilka jezior po drodze służy za zbiorniki w czasie suszy. Jednakże wody na odcinku za wiaduktami kolejowymi, jest dość mało i nieprzyjemne szorowanie dnem kajaka po kamieniach zapewnione. Woda jest pierwszej klasy czystości, wspaniale zarybiona i usiana piękną florą. Na jeziorach jest sporo miejsc, gdzie można się zatrzymać i wykąpać. Rurzyca to popularny szlak pośród wakacjuszy, więc należy się spodziewać tłumów rozwrzeszczanych turystów w letnie weekendy. Za to jest dość dobra infrastruktura hotelowa i wypożyczalni sprzętu. Nie polecam nocować na kempingu Bar pod słoniem. Jadło jest zachwalane przez konsumentów, ale drogie, natomiast bliskość ruchliwej drogi, wyklucza spokój w nocy. Lepiej zanocować dalej od trasy Piła-Koszalin, w Krępsku. Startuje się zwykle z Trzebiszek, turyści często skracają trasę i startują niżej. Z Trzebiszek można popłynąć jeszcze pod prąd i zwiedzić pierwsze jezioro na szlaku Rurzycy. Rzekę otaczają przepiękne lasy, zachęcające do zatrzymania się na noc nad wodą. W okolicy jest więcej, równie ładnych rzek do spłynięcia i dłuższych od Rurzycy.
Trasa kajakowa po rzece Kwisa. Spływ na półtora dnia, niecałe 45km, start w miejscowości Świętoszów i koniec przed wioską Trzebów. Nocleg można zaplanować w Świętoszowie, pod wiatą za mostem drogowym, albo nieco dalej, po prawej, za miejscem połączenia kanału elektrowni. To drugie miejsce ma nową wiatę i jest w cichym lesie. Inne wiaty na tym szlaku przeciekają podczas ulewy. Można też zatrzymać się na noc w Ławszowej pod wiatą, ale przy moście drogowym i w środku wioski. Spływ robiliśmy w czerwcu 2016, po ulewach, poziom wody był dość wysoki, a drugiego dnia nawet bardzo wysoki, nurt był więc szybki i końcówka wymagała uważności aby nie skończyć w krzakach, albo na brzegu. Kwisa na tym odcinku jest rzeką wymagającą. Mamy sześć elektrowni, każdą trzeba obejść, dwie dość daleko i po betonie, więc odpada ciągnięcie kajaków. Elektrownia w Świętoszowie wymaga opłynięcia płytkim kanałem, pewnie w sezonie suchym trzeba te 500 metrów kajak przeciągnąć po płyciznach. Do tego jest kilka progów. Można je wszystkie przeskoczyć przy wysokim stanie wody, ale odradzam robienie tego amatorom, zwłaszcza w otwartych kajakach. Dwa progi mają silne odwoje, jeden z nich jest obudowany wysokimi ścianami z kamienia. Ewentualna wywrotka z pewnością skończy się utopieniem kajakarza, jeśli nikt nie rzuci mu liny ratowniczej. Dwie elektrownie też są do przeskoczenia, ale dla wytrawnych kajakarzy, w krótkich kajakach. Są też skaliste porohy. Jeden do spłynięcia, ale trudny, drugi to skalny kanion Diabla Tama, do spłynięcia tylko dla kajakarzy górskich, w odpowiednich kajakach. Niestety przenoszenie kajaków na tym bystrzu jest bardzo uciążliwe. W pojedynkę wręcz niemożliwe, zwłaszcza jeśli w kajaku mamy bagaż. Trzeba skakać po wielkich głazach. Tuż za bystrzem jest punkt widokowy na przełomy Kwisy, ale ładniejszy widok jest z dołu. Dalej jest trzypiętrowa wieża nad rozlewiskiem przed elektrownią. Jeśli nie patrzeć na progi, porohy i elektrownie, to reszta rzeki jest łatwa, a dla amatorów na pewno wystarczająco trudna aby przetestować swoje siły przed spływaniem Drawą. Co do urody Kwisy na tym odcinku, to jest w większości dość nudna i nie obfituje w mnogość zwierzyny. Płynie się pomiędzy szpalerem drzew liściastych, a brzegi są pospolitej urody. Natomiast odcinek za Ławszową do mostu autostrady jest, przeciwnie do reszty, urodziwy, kręty i żwirowy. Przemierza lasy świerkowe i sosnowe, brzegi są wysokie i ciekawe. Meandruje pomiędzy łachami żwiru, jak z widokowych rzek górskich. Zdarzają się powalone drzewa, ale nie ma zwałek wymagających pracy. Nurt Kwisy jest dość bystry i zwalnia tylko przy elektrowniach. Jeśli poziom wody jest wysoki, może to wymagać od kajakarza niezwykłej uważności, powstaje wtedy wiele wirów i prądów poprzecznych. Na trasie jest kilka miejsc gdzie można biwakować i schronić się pod wiatą. W tych miejscach są mapki z opisem odcinka rzeki. Przy większości przeniosek są oznaczenia. Tak więc rzeka ma dość dobrą infrastrukturę turystyczną. Natomiast nie napotkaliśmy prywatnych pól namiotowych, czy pensjonatów. Pewnie są w mijanych wioskach, ale reklam na wodzie nie znaleźliśmy.
Trasa piesza po Ińskim Parku Krajobrazowym. Jest to jednodniowa trasa przełajowa, na około 26km. Obejmuje największe atrakcje tego regionu, na południe od miasteczka Ińsko.
Trasa piesza po Bagnie Chlebowo. Trasy piesze po bagniskach Chlebowo. Najlepiej pokonywać je w sezonie zimowym, kiedy woda jest zamarznięta i łatwiej przejść zalane tereny suchą nogą. Blisko Poznania można przenieść się w dziką przyrodę rodem z dalekiej Azji.
Trasa kajakiem po rzece Krępa i jej okoliczych rozlewiskach. Trasa typu wahadło, start i meta w tym samym miejscu. Rzeczka Krępa nie ma silnego nurtu, poza tym najładniejsze odcinki są na rozlewiskach, po południowej stronie Krępej. Przez poniemieckie kanały można się przebić z powrotem na wschód. Jednak najlepiej pływać po tym akwenie w porach mokrych, bo mokradła w większości mają niski poziom wody, za to mułu jest na kilka metrów.
Trasa kajakiem po rzece Ilanka, w dwóch etapach: Trzeci Młyn - Starościn oraz Rzepin - Maczków. Niestety tym razem nie było czasu na opłynięcie całej rzeki. Trzeba będzie tam wrócić i dokończyć sprawę. Tymczasem spenetrowaliśmy górny odcinek Ilanki i muszę przyznać, że nie pamiętam abym ostatnimi czasy płynął tak piękną trasą. W całości jest to rezerwat przyrody, o ile wiem wolno tamtędy pływać. W suchym marcu wody było wystarczająco dużo, jedynie miejscami, przy jeziorze Pniów, oraz za Czwartym Młynem (skok niemożliwy, połamane bloki betonowe w wodzie) zdarzały się mielizny. Całość to królestwo bobrów. Jest ich tutaj nawet za dużo jak na ten teren. Ale pobudowały kilkanaście żeremi, progi zdarzają się po metr wysokości, a z powodu małej ilości wody, bobry budują domy na brzegu. Co chwilę można podziwiać potężne kopce, chociaż same bobry wolą się nie pokazywać. Podobno zyskały ostatnio naturalnego wroga w tych okolicach. Pojawiły się wilki. Ale nie tylko za sprawą bobrów odcinek do Czwartego Młyna jest taki urokliwy. Rzeczka meandruje wąską strugą przez las i bagna porośnięte sitowiem. Niestety całość piękna psuje hałas autostrady, który towarzyszy kajakarzom cały dzień. Płynie się wzdłuż tej arterii Poznań-Berlin. Za Czwartym Młynem rzeczka wpada w wąwóz, jeszcze się zawęża i trzeba walczyć z nurtem na ciasnych zakrętach. Za Młynem Rojek (skok nie jest trudny, trzeba się tylko rozpędzić) woda rozlewa się po lesie i szuwarach, ale zwałki się nie kończą. Ten odcinek jest usiany nimi bardzo gęsto. Co powoduje, że lepiej wybrać się tam dobrym, krótkim kajakiem i mieć nieco wprawy, przygotowania technicznego. Rzeka nie jest specjalnie trudna na tej trasie, nie wymaga przeniosek, ani pomocy kolegów przy przechodzeniu zwałek, ale jest tego bardzo dużo i trzeba wykazać się wytrwałością i siłą fizyczną. Całość, szybkim płynięciem, zajęło nam 7 godzin.
Co innego odcinek Rzepin-Maczków. Ta Ilanka nie jest już tak piękna, powiedziałbym że w porównaniu z Pliszką, według mojego subiektywnego poglądu, przegrywa. Ale to nadal rzeka lubuska, co znaczy o wiele ładniejsza od takiej Drawy czy Wełny i nadal od nich trudniejsza do spłynięcia. Na tym odcinku zdarzyły się nam cztery zwałki wymagające pomocy wzajemnej kolegów, aby się przez nie przedostać, przenioska nie była konieczna. Są za to dwie elektrownie, które wymuszają wyjście z wody. Jeszcze w Rzepinie mamy stary młyn i przepłynięcie przez ciasny zakręt z jazem, po środku stalowy pręt. Wygląda to na trudne do spłynięcia, a w rzeczywistości jest łatwe. Należy kierować się na prawą odnogę. Kiedy wreszcie minie się autostradę, wpada się w cichy las, zupełnie inny niż w górnym biegu Ilanki, ale równie ciekawy, chociaż z małą ilością bobrowych stanowisk. A to wbrew oznakowaniu turystycznemu, które wskazuje, że tu jest tzw. 'bobrowy szlak'. Przed Nowym Młynem rzeka podmywa potężne drzewa i jest na co popatrzeć, jeśli znajdzie się chwilę podczas walki z nurtem w ciasnych zakrętach. W samym Nowym Młynie, jest arboretum, warte zwiedzenia, no i przenioska na terenie elektrowni (właściciel spolegliwy). Przed Maczkowem wpływa się na łąki, obrośnięte sitowiem i z rzadka wierzbami. Jeśli mamy południowo-zachodni wiatr w nos, to będzie to odcinek męczący, ale przyroda nie zawiedzie nas swoim wyglądem. Na odcinku Rzepin-Maczków, zwałek jest o wiele mniej niż na górnej trasie, ale potrafią mimo to zmęczyć. My płynęliśmy to tylko z jednym odpoczynkiem, przez 4.5 godziny.
Trasa kajakiem po rzece Mogilnica od Opalenicy do Konojadu. Z początku rzeka nie zapowiada ciekawych panoram przyrody. Właściwie lepiej rozpoczynać spływ z drogi łączącej Opalenicę z Poznaniem. Chwilę później rzeka wpływa w las i robi się ciekawie. Nawet w suchym lutym wody jest dość sporo, niestety nie jest ona czysta, a nawet lekko śmierdząca. Tym niemniej rzeka jest warta zobaczenia. Kiedy przecina las, a zwłaszcza okolice rezerwatu Urbanowo, jest na prawdę ciekawie. Zwałek nie ma wiele, a te które są, łatwo przeskoczyć. Z początku nawet ktoś starał się udrożnić rzekę i obcinał zwalone kłody w wodzie. Pewnie za pieniądze unijne. Dalej jednak nie ma już takiego wandalizmu i można się cieszyć pracą na zwałkach oraz dziką przyrodą. Rzeka obfituje w stanowiska bobra i wiele miejsc wodopoju leśnych zwierząt. Na wyjeździe z lasu zbudowano zaporę, ale można ją opłynąć z lewej strony. Rzeka jest uregulowana, jeszcze za czasów przedwojennych. Płynie się więc cały czas pomiędzy dwoma wałami powodziowymi. Ale nawet kiedy w drugiej połowie spływu lasów już braknie, to nadal jest ciekawe za sprawą malowniczych wierzb na brzegach rzeki. Wiosek prawie w ogóle nie widać, chociaż zanieczyszczenia ludzkie czuć. Trasa jest dość długa i zabiera około 7 godzin. Można ją skrócić i skończyć na drodze Grodzisk-Poznań, ale dalszy odcinek też jest wart odwiedzenia. Niestety jest bardzo mało miejsc, w których można zatrzymać się na wypoczynek. Wychodzenie na wały powodziowe jest uciążliwe. Rzeka jest możliwa do spłynięcia dla początkujących bez specjalistycznego sprzętu. Jest doskonałą alternatywą do Wełny, Samy, czy samej Warty. Na zakończenie spływu, pod Konojadem, można zwiedzić pradawne kurhany, obok drogi.
Trasa kajakiem po rzece Dojca w środkowym jej biegu. Spływaliśmy w suchym lutym, ale wody było wystarczająco. Natomiast szlak jest zupełnie nieprzetarty, trzeba łamać krzaki i sitowie aby się przedrzeć. W lecie może być o wiele gorzej, zwłaszcza na płytkim jeziorze Wioska. Dopiero od wielkich stawów hodowlanych szlak jest oczyszczony i zupełnie spławny, nawet dla amatorów. Tam zaczyna się oznakowany szlak kajakowy, z miejscami na biwak, plażami na jeziorach, itp. Jednakże najciekawiej dla zwałkowców jest powyżej stawów, tam gdzie rzeka jest dzika i piękna. Woda jest mętna i lekko brudna, ale nie śmierdzi. Mało tu gospodarstw, a jak nie ma ludzi to nie ma kto smrodzić. Przeniosek jest niewiele, prawie wszystko da się przeskoczyć, również jaz w stawach hodowlanych. Rzeka jednak płynie przez środek prywatnego terenu i jeśli chce się z niej wyjść trzeba uprzednio zawiadomić właściciela stawów, facet jednak nie robi problemów i można się z nim całkiem przyjaźnie dogadać. Spływ nie jest długi, ledwie 12km, ale aby się przedrzeć przez dziką część rzeki, trzeba poświęci na to sporo czasu, nam zajęło to 4 godziny. Można kontynuować spływ dalej, przez jeziora Wolsztyńskie i Berzyńskie, aż do niedalekiego ujścia, do rzeki Obry.
Trzy trasy piesze po Rudawach Janowickich. Trasy obejmują największe atrakcje tego regionu. To góry niskie, najwyższy szczyt ma coś koło 840m n.p.m. Są w większości zalesione, więc nie oferują takich widoków jak połoniny bieszczadzkie. Ale mają wiele skalnych ostańców, znanych w środowisku skałkowców polskich. Są tu organizowane zawody wspinaczkowe. Jednakże nie można tego porównywać do czeskiego Skalnego Miasta. Rudawy Janowickie to góry na krótki treking, propozycja na alternatywę do ciągłego powtarzania szlaków karkonoskich czy beskidzkich. Mają przyjemną atmosferę spokojnego odsunięcia się od wielkiej turystyki, kurortów i wysokich cen. Małe wioski mają swój urok dawno zapomnianej, niemieckiej świetności przedwojennej. Są doskonałym plenerem zdjęciowym... jeśli tylko przestać zwracać uwagę na typową degrengoladę ziem odzyskanych dla ludzki przeflancowanych zza Buga. Wiele skał pozwala na amatorskie wspinaczki, nawet bez sprzętu zabezpieczającego. Można w lasach odkrywać własne skałki, nieznane szerszemu gronu. W zimie Rudawy oferują całkowitą ciszę i pustkę, nieudeptane w śniegu szlaki. Załączam trzy trasy opisane śladami i waypointami. Pierwsza biegnie po wschodnich Rudawach, nieco zapomnianych i słabo oznaczonych szlakach, zwłaszcza niebieskim (2015). Zahacza o wspaniałe panoramy ze skał, pośród lasów. Druga opisuje krótszy treking po północnych Rudawach, które już w XIX wieku były miejscem dla uprawiania turystyki. Można zobaczyć ciekawy zamek Bolczów i wspiąć się po zabytkowych schodach na Sokolik. Trzecia trasa jest krótka i obiega kolorowe jeziora na wschodnich rubieżach Rudaw. Zachęcam do nocowania w schronisku Szwajcarka. Można tam wziąć pokój za 25-27zł/osoba (2015), albo rozbić namiot/kamper. Schronisko młodzieżowe w Strużnicy nie działa, a w Bukowcu jest mało przyjazne dla użytkownika (30zł/osoba). Dojechać można główną magistralą kolejową Wrocław - Jelenia Góra, albo samochodem, główną drogą nr 3 z Wrocławia.
Trasa kajakiem po rzece Wrześnica w dolnym jej biegu. Spływaliśmy tą wąską rzeczką pod koniec października, ale najlepszym okresem jest luty i marzec, kiedy rzeka wylewa, a nurt staje na tyle silny, że aż emocjonujący. W okresie jesiennym nie ma zbyt wiele wody, co skutkuje męczeniem kajaka na kamienistych mieliznach. Zwłaszcza na odcinku Sokolnika-Szamarzewo. Mimo, że rzeczka ma charakter typowo wiejski, płynie pośród pól i wiosek, nie jest brudna, ani za bardzo śmierdząca. Na odcinku od Gozdowa do ujścia płynie w kanionie porośniętym wierzbami. Nie jest wcale nudna, tak jak na przykład Moskawa, czy środkowa Lutynia, rzeki z podobnego rejonu. Na Wrześnicy jest nawet parę zwałek i to trudnych. Nie ma za to zbyt wiele miejsc, w których można by odpoczywać i wyjść łatwo na brzeg. Górny bieg, od Czerniejewa do Gozdowa jest dostępny jedynie na wiosnę. Jest mocno zarośnięty.
Trasy turystyczne po Kaszubskim Parku Krajobrazowym i jego okolicach. Trasy 1-3 idealnie nadają się na przejazd rowerem górskim. Zwłaszcza trasa 1 jest godna polecenia, na odcinku wzdłuż jezior. Jeziora polodowcowe są głęboko zagnieżdżone w zalesionych dolinach. Oznacza to miejscami wspinaczkę na stromizny. Odcinek od Bącza do Mojusza jest uciążliwy, ale ciekawy ze względu na piękne lasy. Punkt [LUBYGOSC] to doskonałe miejsce na biwak. Są wiaty, toalety, woda bieżąca i brak opłat. Północne Kaszuby są słabo turystycznie doinwestowane. Jedyne co można tu spotkać to pensjonaty, restauracje i cała ta infrastruktura dla drobnomieszczan. Szlaki turystyczne (irytująco źle oznakowane), miejsca biwakowe (bardzo mała ilość, a te które są, są zniszczone i nędzne), parkingi leśne (praktycznie brak), informacja turystyczna (poza kilkoma tablicami na ścieżkach przyrodniczych, brak tablic z mapami, atrakcjami turystycznymi, szlakami, itp.), to temat w ogóle nie doinwestowany (2014). Dlatego miejsce [LUBYGOSC] jest takim wyjątkiem. Jednakże sfera turystyki wypoczynkowej, nie mylić z turystyką aktywną jest mocno rozwinięta. Trasa 2 także jest godna polecenia ze względu na górski charakter i piękne lasy na odcinku od Nowych Czapli do punktu [659] (piękna, ciągle zamieszkała, chata kryta strzechą), oraz od Szymbarku do Stężycy. Na pierwszym z tych odcinków w ogóle brak oznaczeń szlaku. Trasa 3 jest dość nudna. Służy jedynie przejażdżce po wsiach kaszubskich. Niestety ich prawdziwy charakter dawno już znikł pod blichtrem i nowobogacko rozumianą nowoczesnością. Atmosferę wsi zagłuszył pęd do efekciarstwa. Oczywiście funkcjonują tutaj, tak jak wszędzie w Polsce, domowe sklepiki z prawdziwym chlebem na zakwasie, jajkami i warzywami. Jednakże jak to podkreślają sami tubylcy w rozmowach, jakość tych produktów pozostawia wiele do życzenia. Nie ma też co liczyć na życzliwość stróżów lasu, w stosunku do biwakowiczów, w tym przypadku przepis jest ważniejszy od gościnności. Należy także pilnować swojego dobytku pozostawionego na czas leśnych podróży, bystre oczy rabusiów czuwają. To wszystko jest właśnie efektem sukcesywnego porzucania tradycji na rzecz nowoczesności widzianej przez pryzmat pieniądza. Pod względem klimatu wsi kaszubskiej, o wiele lepszą destynacją wydaje się być okolica na południe od Kościerzyny. Tak więc Kaszubski Park Krajobrazowy z jego okolicą nie jest super celem wakacji dla aktywnych, przyjeżdżających z bardzo daleka, kwestia kosztów do zysków. Natomiast ma swój potencjał w przyrodzie pięknych lasów. Więc dla przyrodników, zwłaszcza lubiących zejście z ubitego szlaku i własnoręczną nawigację w terenie, jest ciekawą atrakcją. Dodatkowym plusem są kurhany i kręgi energetyczne Gotów oraz tych, którzy byli tu przed nimi. W szkole uczą nas o historii Polski poczynając od powstania plemion słowiańskich, ale tereny te długo wcześniej były zamieszkane przez migrujących ze Skandynawii Gotów. Siedzieli tu kilkaset lat, a ich siedliska istniały ponad dwa tysiące lat. Więc są równoprawnymi właścicielami tej ziemi. Na szczęście nie zasiedzieli się tutaj na tyle długo aby zostać wybici przez Słowian, jak na przykład Jadźwingowie. Po większości osad, które trwały dwa tysiące lat, nie zostało dziś nic więcej prócz kurhanów grzebalnych i tajemniczych kręgów kamiennych, oraz precjozów zebranych w muzeach. Jedną z większych atrakcji w tym temacie są pozostałości kurhanów i kręgów pod Węsiorami. Inne są w Odrach i Leśnie, na południe od Kościerzyny. Godne polecenia jest także muzeum w Chojnicach. Okres fascynacji tym tematem powoli mija, co widać po znacznym spadku frekwencji odwiedzających Węsiory, nic dziwnego, nie są to atrakcje widowiskowe, jak na przykład 'dom do góry dachem' w Szymbarku. Ale mimo to warte odwiedzenia dla poszukujących 'czegoś' więcej.
Trasa kajakiem po rzece Parsęta w środkowej części, od Osówko do Pustary. Ten odcinek jest spławny przez cały rok i nie przedstawia sobą żadnych, większych trudności. Niestety nie jest też piękny, a ledwie ładny. Woda nie jest czysta, a nawet miejscami śmierdząca. Doceniają to bobry, których tu w ogóle brak. Za to w lecie można zobaczyć wiele zimorodków. Odcinek do Przegonia ma kilka łatwych zwałek. Do pokonania każdym stanie wody. W Przegoni zwykle zaczynają spływ turyści i od tego miejsca szlak jest bardzo łatwy, jedynie przed Karlinem można spotkać trzy zwałki, ale do pokonania bez wychodzenia z kajaka. Dalej rzeka jest szeroka, czysta i nadal szybka. Można powiedzieć, że nadaje się dla amatorów, ale może ich zrazić do kajakarstwa nuda, bo brzegi tylko miejscami za Osówkiem, przed Karlinem oraz w okolicy Skronie są ciekawsze, poza tym krzaki, wysokie brzegi pól uprawnych, pastwisk, szuwary. Rzeka ma mało miejsc, w których można wyjść rekreacyjnie na brzeg. Najłatwiej zrobić to w miejscach udostępnionych dla wodopoju krów na pastwiskach. Stanice kajakarskie są tylko dwie, infrastruktury turystycznej brak. Wyjątkiem jest tylko prężnie rozwijające się Karlino, dzięki swojemu wizjonerskiemu burmistrzowi. Na Radwi, w mieście jest bardzo dobra stanica. Od Białogardu do punktu [622a] rzeka płynie niezwykle nudnym kanałem, regulowana wysokimi wałami. Ten pochód kończy się elektrownią z przenioską (w 2014 w budowie).
Trasa kajakiem po rzece Brda w środkowej części, od Swornegacie do Woziwoda. To najłatwiejszy i chyba najpiękniejszy odcinek tej rzeki. W mojej subiektywnej ocenie Brda przepływa w tym miejscu przez lasy ciekawsze i piękniejsze niż otoczenie Drawy w Parku Narodowym. Początkowo płynie się przez jeziora, ale nie jest to nudne, wręcz przeciwnie, brzegi są interesujące, a z szukaniem noclegu na dziko nie ma problemu, miejsc pięknych, łatwo dostępnych, zaopatrzonych w suche drewno na ognisko i oddalonych od siedlisk ludzki jest bardzo dużo. Na jeziorach wiatr może skutecznie spowolnić spływ, a nawet uniemożliwić wysoką falą. Lepiej więc trzymać się blisko brzegu. Za wioską Zapora (zapora wodna z elektrownią) kończą się jeziora i rzeka nabiera tempa. Zdarzają się bardzo rzadko zwalone drzewa, ale łatwe do pokonania. Niestety na zaporze trzeba przenieść kajaki ponad 200 metrów. Nie ma żadnych udogodnień dla kajakarzy, wyjście i zejście jest kamieniste i betonowe. Jest kilka miejsc biwakowych z wiatami i sporo prywatnych kempingów, a nawet hoteli. W Rytlu trudno wyjść z wody, aby pójść na zakupy do sklepu. Za to w Męcikale i Brdzie mieszkańcy cenią sobie dochód jaki generują kajakarze i ułatwiają dostęp do wsi. W Woziwodzie należy zapłacić 2zł za odbiór kajaka, ale można go przenieść ręcznie i nic nie płacić. W Swornychgaciach jest sporo wypożyczalni z polietylenowymi kajakami, polecam www.agrokajaki.pl Ten odcinek Brdy polecam dla początkujących. Jest idealny dla tych, którzy chcą zacząć kajakować i poznać to co najpiękniejsze w takiej formie spędzania czasu. Środkowa Brda ma czystą i przejrzystą wodę, doskonałą do kąpieli. Na brzegach nie ma śmieci, nawet bobry nie działają tutaj zbyt intensywnie.
W 2020 zrobiliśmy w dwa dni zimnego maja górny odcinek Brdy, z Nowej Brdy do Małych Swornegaci. Od leśnej wioseczki Nowa Brda i mostu nieczynnej kolei, aż do wielkiego miejsca biwakowego (stanica wodna Folbryk), przy moście drogowym, rzeka jest wąska i meijscami płytka, nawet przy standardowym poziomie wody. Ale pięknie wije się pośród lasów. Nie natrafi się tutaj na przeszkody. Natomiast dalej wpływa się w rezerwat Przytoń i tu jest sporo zwalonych drzew. Tylko nie które są przycięte dla kajakarzy. Ten odcinek z pewnością jest dość trudny dla amatorów w otwartych kajakach. Ale to tylko kilometr, może półtora. Dalej robi się dość nudno. Rzeka płynie leniwie przez podmokłe łąki. Podobnie jest na odcinku Zawada - Jemielno. Wpłynięcie do jeziora Charzykowskiego jest już ciekawsze. Jest tu sporo ptactwa, które jest przyzwyczajone do dużej ilości ludzi. Można blisko podpłynąc do gniazd łabędzi, a kaczki podpływają blisko jak kury na podwórku. Oprócz odcinka przez rezerwat Przytoń, reszta trasy jest bardzo łatwa, chociaż przecinanie jezior przy silnym wietrze wymaga ostrożności.
Trasa kajakiem po rzece Bawół / Czarna Struga w okolicy na zachód od Konina. rzeczka okresowo niespławna, najlepiej atakować ją na wiosnę. Wtedy potrafi mieć ponad metr głębokości i szybki nurt. Można ją znaleźć niedaleko dolnej Prosny, ale jest bardzo podobna do Lutyni, chociaż ta ostatnia nie ma tak silnego nurtu i jest ciekawsza. Bawół płynie niskim kanionem pośród pól uprawnych i przechodzi kilka jazów i tam poniemieckich, dogodnych do skakania. Nie ma na niej zwałek, drzew jest dość mało, a mostki na pola wystarczająco wysokie. Płynie się szybko i w dolnym biegu nieco nudnie, ale górny bieg jest niesamowicie kręty i trzeba skupić uwagę na pracy wiosłem, zwłaszcza płynąc długim kajakiem.
Trasa kajakiem po rzece Bukówka w okolicy Wielenia, w Puszczy Noteckiej. Rzeczka w środkowej części, po wpłynięciu do lasu, bardzo ciekawa i krajobrazowo piękna. Jednocześnie dość trudna, z powodu dużej ilości powalonych przez bobry drzew w wodzie. Na łąkach, przy wysokim stanie wody przeszkadzają gałęzie drzew i trzciny. Jednakże te wszystkie przeszkadzajki w lesie i na łąkach są esencją pływania po tak małych rzeczkach. Bukówka jest o wiele trudniejsza od Kończaka, ale nie z powodu stopnia trudności zwałek, ale z powodu ich ilości. 18km zrobiliśmy w ponad 7 godzin, a pracowaliśmy w pocie czoła, przy okazji poszło jedno wiosło i stały się dwie kabiny. Plusem jest leśne otoczenie rzeczki, które przyciąga wzrok, oraz brak smrodu jaki często spotyka się na nieznanych rzeczkach. Poziom wody w suchą wiosnę, w marcu był dość wysoki, ale szerokość rzeczki zapewnia spławność nawet w lecie.
Trasa kajakiem po rzece Mała Panew w Opolskim, od wioski Kokotek do miasteczka Kolonowskie. Rzeka spławna nawet w lecie, chociaż podczas bardzo suchego lata może być za płytka wyżej od Krupskiego Młyna. Prawie cały czas biegnie przez piękne Lasy Lubniewickie. Niestety nie można się tym krajobrazem w pełni delektować, rzeka jest bardzo brudna, a do miasta Zawadzkie wręcz śmierdząca, dalej jest niewiele lepiej. Nawet nocowanie w lesie, blisko rzeki pozostawia na odzieży przykry zapach. Rzeka potrafi być bardzo wysoka, widywaliśmy efekty powodzi na gałęziach drzew ponad 3 metry wyżej od lustra wody. Na odcinku do Krupskiego Młyna jest trochę zwałek i trochę zabawy, prawdopodobnie mogło być dużo lepiej w tej kwestii, gdyby startować z Krywałdu. Za Krupskim Młynem zaczyna się infrastruktura turystyczna i wszystkie zwałki są przecięte. Jedyna pociecha to liczne miejsca postojowe z wiatami i miejscami pod ogniska (drewna brak). Jest też parę wysokich jazów, niektóre trzeba obejść, bo są wysadzane kamieniami, inne można spłynąć po gumowej rynnie nie bacząc na ostrzeżenia wymalowane na znakach. Jeden z jazów może stać się pułapką (punkt 169). Tuż za prawie półtorametrowym uskokiem zbudowano niewysoki murek przegradzający nurt wody. Sam o mało nie przypłaciłem tego połamaniem kajaka. Murek można spostrzec w ostatniej chwili. W okolicy miasta Zawadzkie nurt staje się szybszy, jest kilka małych uskoków, niestety rzeka okrąża jakąś fabrykę ze ściekami. Jednakże rzeczką płynie się dość łatwo, ze względu na szybki nurt, piękną okolicę i nie tak dużo ostrych zakrętów. W pełni można się nacieszyć przyrodą tylko z klamerką na nosie. Nawet zwierzyna wzgardziła okolicą. To pierwsza rzeka w Polsce, na jakiej nie widziałem bobrów, a i leśnej zwierzyny niewiele przychodzi do wodopoju. Trasa opisuje rzeczkę na etapie 43km i spadku 43m. Można to z powodzeniem zrobić w dwa dni, z noclegiem pod wiatami w punkcie 166. Całość zajęła nam w sumie około 10 godzin spokojnego płynięcia, więc nieco szybciej można to zrobić w jeden dzień.
Trasa kajakiem po rzece Pliszka w Lubuskim, od Kosobudek do Uradu, czyli prawie całość spławne. Do niedawna moim numerem jeden była Mierzęcka Struga, ale od tego weekendu najpiękniejszą rzeczką na kajaki jest dla mnie Pliszka, zwłaszcza w jej początkowym biegu, od Kosobudek do Debrzenicy. Na tym odcinku mamy dwa, wysokie na prawie metr żeremia bobrów do przeskoczenia. Rzeczka leniwie, bardzo płytko meandruje pośród lasu liściastego w płytkiej dolinie. Dalej zaczyna się normalna praca zwałkowa, czyli dość dużo, ale łatwych przeszkód, czyli zwalonych drzew. Rzeczka nie ma wielkiego spadku, więc przechodząc przez trawiaste bagnisko meandruje w nieskończoność i w ten sposób nabija się kilometry. Za miejscowością Pliszka mamy małe jeziorko do przepłynięcia na wskroś, a potem, niedaleko Gądkowa Wielkiego duże jezioro (ponad 2km długości), na nim należy celować w zielone szuwary po lewej, na jego zachodnim końcu. Od jeziora Wielicko do Sądowa rzeczka jest nieco mniej ciekawa, ale za to bogata w pracę zwałkową. Pod wodą jest wiele kamieni zmieniających niespodziewanie tor płynięcia kajaka. W niektórych miejscach rzeczka nabiera tempa. Zaraz za jeziorem Wielicko mamy pierwszy jaz do spłynięcia, potem jest jeszcze jeden do przeskoczenia, a ostatni do zmęczenia na prawo, środkiem jest za płytko. Odcinek z Sądowa do Koziczyna jest powolny i łatwiejszy, mniej zwałek. Elektrownia w Koziczynie męczy przenioskami, trzeba wsiadać dwa razy do kajaka, aby przepłynąć kilka metrów i ponownie przenieść kajak. Dalej, do Uradu rzeczka początkowo jest oczyszczona, ale nieco śmierdząca, potem robi się malownicza i kręta. Odcinek między jeziorem Wielicko a Koziczynem jest uczęszczany przez turystów, robią go w dwu etapach. W ciepłe weekendy niestety jest na rzece głośno. A Pliszka to przede wszystkim festiwal przyrody, który można oglądać z kajaka i jednocześnie bawić się miejscami przekraczając zwałki. Problemem może być nisko poziom wody w okresie suchym, zwłaszcza przed jeziorem Wielicko. Infrastruktura turystyczna jest bardzo podstawowa (2013), drogi dojazdowe do miejsc gdzie można zacząć lub skończyć jakiś etap są typowo leśne. Na całym biegu rzeki nie ma miejsc piknikowych, ani wiat. Przenioski na jazach, jest ich kilka, są nieoznakowane, nie ma przygotowanych miejsc gdzie można by łatwo wyjść lub wejść do kajaka, nie ma ścieżek, którymi przenosi się kajaki. Zwłaszcza elektrownia w Koziczynie jest bardzo źle przygotowana pod spływy kajakowe, zejście do wody jest karkołomne, właściwie tylko skok z półtora metra do głębokiej wody jest wyjściem z sytuacji. Jednak mimo to bardzo gorąco polecam Pliszkę, zwłaszcza wiosną i jesienią, kiedy jest wysoki poziom wody i jest za zimno dla watach pijanych, rozwrzeszczanych turystów. W pliku na GPS umieściłem także drogi dojazdowe do miejsc spływu, oraz miejsca gdzie można zanocować na dziko (nielegalnie). Rzeczkę można zrobić w dwu etapach: Kosobudki - jezioro Wielicko oraz jezioro Wielicko - Urad. To dla wyczynowców, a dla amatorów proponuję trzy etapy, z noclegami pod namiotem w lesie, gdzie popadnie. Rzeczka ma około 57km, ale zajmuje bardzo dużo czasu ze względu na liczne zwałki.
Trasa kajakiem po rzece Flinta z mostu w Ryczywole do ujścia do Wełny i mostku przy leśniczówce. Spływaliśmy przy wysokim stanie wody, więc szybkość nurtu była znaczna, a gałęzie drzew dawały nam po głowach. Na wiosnę można nawet spływać kilkanaście kilometrów wyżej. Flinta po oczyszczaniu to łatwa i spokojna rzeczka. Nie jest bardzo malownicza, może pod koniec, kiedy zaczyna wiercić zakrętami po lesie. Ale osobiście mam sentyment do Flinty, bo nawet spływ po łąkach, pośród pól obrośniętych drzewami, na tej rzece jest miły. Może właśnie spokojem rolniczej Wielkopolski. Przy starcie w Ryczywole, można zostawić wóz przy gospodarstwie, na mecie zostawia się przy leśniczówce. Spływ z Ryczywołu to tylko 16km, zajmuje parę godzin.
Trasa kajakiem po rzece Kończak z mostu w Ludomicach, na kanale Ludomickim do rezerwatu wilków, niedaleko Stobnicy. Kończak to niedoceniana przez turystów rzeka. Jednakże po ostatnich oczyszczaniach nadaje się do spływu nawet dla początkujących na szklakach. Niestety zlikwidowano większość zwałek i płynięcie tą niezwykle krętą, leśną rzeką wiele straciło na uroku dla lubiących zabawę w off-road rzeczny. Tym niemniej rzeczka jest niezwykle urokliwa, położona w pięknej okolicy, nawet kanały z których sie startuje (również Połajewski) są ciekawe i warte odwiedzenia. Jeśli ktoś z okolic północnego Poznania zastanawia się czy spłynąć Wełną, to dużo lepszą alternatywą jest Kończak, chociaż to tylko 15km. Niestety końcówka spływu jest nieprzygotowana pod kajakarzy. Rezerwat wilków jest zamknięty dla kajakarzy, z niewiadomego powodu i trzeba kończyć w środku lasu, gdzie nie można dojechać samochodem po kajaki (zakaz wjazdu, ale leśniczy z pobliskiej leśniczówki pozwala wjeżdżać kajakarzom), trzeba dojść 1600 od leśniczówki. Na początku, w Ludomicku, przy moście, jest dom i gospodarz chętny do przechowania samochodów. Przejazd z mety do startu musi odbyć się przez las i leśne drogi w kiepskim stanie (jak dla osobowych samochodów). Mimo wszystko Kończak jest wart spłynięcia.
Trasa kajakiem po rzece Korytnica z mostu w Starej Korytnicy do Drawy i dalej do Sitnicy. Jest ślad i kilka punktów oznaczających miejsca biwakowe, wiaty, przenioski stałe i tymczasowe. Rzeczka przy średnim poziomie wody jest dobrze spławna, przy niskim pojawiają się mielizny na długich odcinkach w początkowym etapie. Ale nawet w koniec dośc suchego lata, wody było sporo i spokojnie można było spływać od Starej Korytnicy, a nawet wyżej. Z początku rzeka jest dość wąska i meandrująca. Długie kajaki będą miały problemy ze skręcaniem. Dość silny nurt spycha do zwalonych drzew, a zwałek jest dość sporo, chociaż są poprzecinane i to z głową. Tak, że można bawić się w kajakarstwo zwałkowe, bez znacznego wysiłku. Kajaki otwarte mogą mieć jednak problemy. Korytnica jest dość ładną rzeką, zwłaszcza w słoneczne dni. Jeziora jakie się przepływa mają dużo ptactwa, jest co oglądać. W zimie jednak szybko zamarzają i stwarzają problemy kajakarzom. Lód bowiem nie jest nigdy tak mocny, by po nim chodzić. Są dwie przenioski na śluzach betonowych, raczej trudno to przeskoczyć. Są cztery miejsca biwakowe, z wiatami, drewnem na ognisko, ale trzeba wykupić bilety na wstęp do Narodowego Parku. Rzeczka raczej łatwa, spokojna i płytka. Jest malownicza i bogata w zwierzynę leśną. W dwóch miejscach niskie progi wodne mogą spowodować nalanie wody do niezabezpieczonego kajaka. Końcówka po Drawie, rzece szerokiej, szybkiej, dużo mniej urokliwej od Korytnicy, czasami wręcz nudnej. Przy średnim i wysokim stanie wody w zasadzie na tym odcinku nie ma żadnych zwałek.
Trasa kajakiem po rzece Moskawa z okolic Nietrzanowa do Kępy Małej (tuż przed ujściem rzeki do Warty). Rzeczka miejscami szeroka na 3m, ale w większości 1.5m. Niestety woda dość wolno płynie i zdarzają się długie na 100-300m łachy rzęsy, na 15cm grubej, co skutecznie męczy kajakarzy nie tylko fizycznie ale i zapachowo. Woda płytka, chociaż w okresie wczesnej zimy nie spotkaliśmy mielizn. Jest kilka poniemieckich śluz/tam odmalowanych za unijne pieniądze, ale nie działających, niektóre z nich trzeba obejść lądem, jedną można przeskoczyć (2012). Ogólnie rzeczka nudna, zwłaszcza pierwsze kilometry. Dopiero po przekroczeniu głównej drogi Poznań-Kalisz wpływa w las i na krótkim odcinku jest uroczo. Potem jest dużo pracy na rzęsie, sitowiu i bobrowych zaporach. Nic spektakularnego, ale praca daje zapomnieć o przykrym zapachu. Końcówka jest łatwa, szeroka, płynie przez pola w głębokim kanionie flankowanym wałami przeciwpowodziowymi, jest nawet dość miło.
Trasa kajakiem po rzece Miała z Miałów do Kamiennika; spływ trwa przy wysokim poziomie wody około 5 godzin i jest bardzo interesujący, głównie ze względu na urodę otoczenia samej rzeczki, z początku jest kilka przeniosek na niskich mostkach drewnianych, niektóre z nich można przeskoczyć inne, ze względu na wystające gwoździe, trzeba przenieść, podobnie w okolicy Marylina i Piłki, tam też jest dużo mostków, w końcu mogą nawet irytować, jest też kilka mostów betonowych, przy wysokiej wodzie trzeba się nieźle napracować aby je przejść w kajaku; dolny odcinek, przez lasy jest bardzo ładny, sporo tu bagiennych zapadlisk, rozlewisk, oczeretów, jest też kilka malowniczych, opuszczonych domostw poniemieckich i jeden dawno opuszczony młyn wodny; zabawy zwałkowej jest akurat tyle aby się nie nudzić, ale nie za dużo aby opóźniać spływ, całość ma 20.5km i kończy się przy elektrowni wodnej zbudowanej z dawnego młyna, egzystującego na niegdysiejszej granicy polsko-niemieckiej; niestety jest mało miejsc dogodnych do odpoczynku na brzegu, jest za to kilka gospodarstw agroturystycznych oferujących noclegi; reasumując rzeka na prawdę godna polecenia ze względu na swoje walory krajobrazowe, ale trzeba posiadać minimum umiejętności i dobrego sprzętu aby się na niej bawić
Trasa kajakiem po rzekach Orla i Barycz z Korzeńska do Wierzowic Małych, rzeczki brudne i raczej nudne dla zaprawionych kajakarzy, mimo to warte spłynięcia w pogodny dzień, należy się liczyć z dużą obsadą wędkarzy na obu brzegach, właściwie nie ma przeniosek jeśli obie śluzy są otwarte, one też są jedynym ciekawym akcentem tego szlaku, początkowo Orla jest wąska i bardzo zarośnięta szuwarami oraz zielskiem, miejscami trudno się przebić przez zwałowiska szlamu, śmieci i zielska, wszystko okraszone ciekawymi zapachami, zwałek drzew raczej nie ma. Druga trasa opisana w załączonym pliku to spływ Baryczą z Ryczenia do Wyszakowa. W tym ostatnim ciekawy dom-brama i ruiny kościoła. Traska w większości przez malownicze lasy, po drodze dwa stary mosty kratownicowe. Woda lekko cuchnąca, szeroka i głęboka, na zwałki nie ma co liczyć. Coś w sam raz na spokojny spływ turystycznym kajakiem. Trzeci odcinek opisany w pliku to Barycz z Milicza w okolice mostu we wiosce Kędzie. Zaraz po wypłynięciu z Milicza, rzeka zaczyna się wić w lesie, zwałek nie ma, ale mimo to jest ciekawie. Na zaporze/elektrowni, można skręcić w kanał Młynówka, albo popłynąć dalej Baryczą. Dalej jest dość ciekawie, ale trzeba pamiętać, że Barycz ma bardzo różne poziomy wody, w zależności od pory roku. My płynęliśmy na wodzie prawie powodziowej i była fantastycznie. Rzeczka wylewała się pomiędzy wałami, zapory omijaliśmy bokiem, po łąkach, ale tak jest na wiosnę. Kiedy wody jest mało to jest walka i to dość w nudnym otoczeniu, zwłaszcza jak się wypłynie z Parku Doliny Baryczy i z lasu. Potem to już zwyczajny duży kanał melioracyjny. Ale rzeka obfituje w wielką ilość fauny. Jest dużo bobrów, można je zobaczyć, także wydry, mija się wiele stanowisk wodopoju dla leśnej zwierzyny, a jest tej zwierzyny w cholerę. Obnioska jest właściwie tylko jedna, na zaporze (punkt 369), uskok jest dość poważny, a lądowanie w płyciźnie. Nie pomyślano o łatwym zejściu, wejście na wysoki podest też nie jest miłe dla kajakarzy, nie to co na Słupii.Kiedy płynęliśmy w 2019 były dwie zwałki, ale do przeskoczenia przy wysokim stanie wody. Jednakże, jak już pisałem, to nie Słupia, tutaj bałwany dbają o trakt kajakowy, więc wycina się wszystko co leży w wodzie i płynie się jak... u cioci na imieninach. Więc my mieliśmy dwie fajne zwałki do przejścia, bo wiosna, a normalnie pewnie ich nie ma. Generalnie nie dajcie się zwieść, Barycz nie jest 'jedną z najpiękniejszych rzek w Polsce', cokolwiek wypisują lokalni przedsiębiorcy 'od kajaków' na swoich stronach internetowych. Dolinę Baryczy o wiele ciekawiej jest zwiedzać na kołach roweru, albo pieszo. Barycz jako rzeka, na spływ jest w skali 0-10 na 4. Można ją zrobić jak już nie ma co innego na tapecie.
Trasa kajakiem po rzece Drawa w dolnym biegu, od Nowiego Osieczna do Bielic; rzeka spokojna i bardzo łatwa, szeroka na cztery do pięciu kajaków; jest sporo miejsc biwakowych, w zasadzie brak drzew zwałkowych, dla wytrawnych kajakarzy nieco nudna, ale pomimo to dość urokliwa krajobrazowo. W górnym biegu jest zupełnie inaczej. Nigdy nie szanowałem Drawy jako rzeki godnej pływania, może dlatego, że tak wielu ludzi tam doznaje uniesień. Ale górna Drawa jest bardzo interesująca. Ja pokonywałem odcinek z jeziora Lubie do poligonu Drawsko w suchej i mroźnej zimie. Jednakże wody nie brakowało, trudno było trafić mieliznę, a zwałek nie było w ogóle. No może jedna, ale można ją przeskoczyć z rozpędu. Dla kajakrzy zwałkowych utrudnienia na poziomie zero. Za to woda istny kryształ, nawet na ponad 3 metry widocznośc idealna. Ikonostas brzegu piękny, pierwszy odcinek, od jeziora Lubie, dość dynamiczny, nurt silny, wystarczy sterować, nie trzeba się odpychać. Dalej nurt spowalnia, ale nadal można poczuć napęd od wody. Pod koniec wpływa się na dwa małe jeziora, obstawione przez stanice wędkarzy i wiaty. Muszę osobiście zakwalifikować ten odcinek Drawy jako jeden z najpiękniejszych akwenów dla kajakarzy w Polsce, przynajmniej z tych rzek jakie znam. Kolejny odcinek Drawy, który biegnie przez poligon Drawsko do łącznika Prostynia i dalej do wioski Prostynia i Rościn, pokonywałem po bardzo wysokiej wodzie. Dwa miesiące deszczy spowodowały, że nawet stare koryto Drawy wydawało się zdatne do przepłynięcia. To jednak droga przez mękę. Ilość zwałek do przeskoczenia jest ogromna. Mimo ładnej pogody nie dałem się na to skusić. W pojedynkę pokonywanie zwałek jest trudniejsze, poza tym nie byłem w formie fizycznej na takie wyzwania. Pierwszy odcinek rzeki, od początku poligonu, przez jeziora Wiry Mostowe, Złoty Łęg, Strunowo, Mielno, jest piękny, a podczas ciszy na poligonie, na przykład tuż przed sylwestrem, można poczuć się na prawdę jak w prawdziwej, dzikiej krainie. Jednak nawet przy wielkiej wodzie, nurt na jeziorach jest zerowy, a odcinki samej rzeki dość krótkie. Trzeba wiosłować i to dużo. Ten odcinek najlepiej pokonywać w czasie gdy wojsko nie ma ćwiczeń, na przykład w okresie świąt, organizowanych rajdów samochodowych na poligonie, lub po prostu należy wypytać nieoficjalną drogą kiedy wojacy zamiarują ćwiczyć się w te swoje dziecinne zabawy. Jezioro Złoty Łęg jest wykorzystywane do testowania sprzętu pływającego i przepraw przez rzeki. Zwierzynie lotnej i płowej, ostre strzelania i grasujące czołgi nie przeszkadzają. Jest jej tu sporo. Jezioro Mielno to tak na prawdę spiętrzenie wody przed zabytkową elektrownią, na której trzeba dość daleko obnosić kajak. Dalej jeszcze jest jezioro Prostynia i rzeką Prostynią dopływamy do wioski Prostynia i połączenia ze starorzeczem Drawy. Odtąd płynie się pośród rozległych trzcinowisk. Jest dużo ptactwa, ale krajobraz dość monotonny. Dopiero przed Rościnem wpływa się ponownie w las. Na tym odcinku Drawa jest sporą rzeką, ale o smętnym nurcie. Zwałek zupełnie brak. W sumie cały odcinek przez poligon i dalej jest łatwy i ładny. Nadaje się na spokojne, amatorskie, rodzinne spływy. Zwłaszcza odcinek do elektrowni polecam tym, którzy lubią kontakt z dziką przyrodą, a jednak płynąć po spokojnej wodzie. Między Rościnem, a Drawnem wcale nie jest nudno. Z początku płynie się przez las, jest dużo ptactwa, a mało zwałek. Rzeka jest szeroka. Następnie wpływa się na rozlewiska porośnięte trzcinami. Jeśli płynie się w ciszy, można obserwować ptaki.
Trasa kajakiem po rzece Struga Mierzęcka z Dobiegniewa do ujścia rzeki do Drawy, no i trochę dalej do pierwszej bindugi; rzeczka miejscami wąska na jeden kajak, ale w większości szeroka na dwa lub trzy kajaki; ma dwie przenioski stałe (elektrownia i bardzo niski most na drodze asfaltowej) oraz kilka drzew zwałkowych, ale można je przejść przy odrobinie samozaparcia bez wychodzenia z kajaka; w dolnym biegu, za pałacem w Mierzęcinie bardzo urokliwa, wije się cudownie przez zalesione bagniska; warto też zajść do pałacu; rzeka średnio-trudna, można ją przepłynąć z powodzeniem szklakiem bez fartucha; jest kilka parkingów z wiatami i możliwością nocowania, ale spływ zajmuje leniwym kajakarzom jakieś 5-7 godzin
Trasa kajakiem po rzece Prosna z Przestajna (32km przed Kaliszem) do promu na Warcie przy Pogorzelicy. Niektóre odcinki spływane były w suchym lecie i wtedy walczyliśmy z płyciznami. Inne spływane były w mokrej zimie, przy powodziowej wodzie. Wtedy nurt był bardzo silny i szybki. W dolnym odcinku rzeka nie ma żadnych przeszkód, ani obniosek. Niestety urodą też nie grzeszy. Lekko meandruje pośród pól uprawnych, omija liczne wioski. Przez cały czas w dość głębokim korycie, więc nie ma urokliwych perspektyw. Z powodu tych pól i wiosek woda jest śmierdząca i brudna. Dolny odcinek Prosny trudno polecić na miły spływ. Ja raczej traktowałem to jako kolejną rzeczkę do zaliczenia. Jednakże przy słonecznej pogodzie można podziwiać nadrzeczne sitowia i wierzby. Z miłych akcentów pamiętam jedynie liczne bażanty oraz ciekawe plany zdjęciowe w słońcu, przed Gizałkami, kiedy spośród drzew wyłaniają się monumentalne wiatraki. Za mostem, w okolicy wioski Chocz, na prawobrzeżu jest miłe miejsce piknikowe, można tam nocować. Bodajże w Brudzewku zauważyliśmy na prawobrzeżu bunkier poniemiecki. Mało używany, więc chyba nie przydał sie w czasie działań wojennych. Infrastruktura turystyczna na tym odcinku Prosny nie istnieje. Nieco ładniejszy odcinek Prosny można zobaczyć tuż za Kaliszem. Rzeka meandruje, jest kilka zwalonych drzew, ale przeniosek nie ma. Ciekawym etapem jest przepłynięcie przez sam Kalisz. Miasto ładnie prezentuje się z wody. Są trzy kanały zbudowane kilkaset lat temu dla ochrony przed powodziami. Polecamy przepłynięcie kanałem południowym. Kanał środkowy ma bardzo trudną przenioskę. Ale jazy są na każdym kanale. Rzeka o wiele ładniejsza jest powyżej wsi Ołobok, bardzo kręta, w wysokim kanionie, trochę zwałek, szybki nurt, nawet nie śmierdzi mimo że przepływa przez rolnicze tereny. Kanion się jednak nie kończy aż do Kalisza, więc nie widać nic prócz jego wysokich i dość malowniczych skarp. Na odcinku Przestajna-Kalisz nie ma żadnych jazów, ani zapór, praktycznie nie ma przeniosek.
Trasa kajakiem po rzece Uła z Krokslys do Puvociai w południowej Litwie, rzeczka do miejscowości Zervynos ma spokojny nurt i niewiele przeszkód, dalej znacznie przyspiesza, pojawiają się drzewa zwałkowe i małe wodospady, jednakże rzeka jest regularnie oczyszczana na wiosnę z wiatrołomów, budowane są wiaty i kempingi, woda jest czysta, pływa mało śmieci, zatrzymywanie się na noc w miejscach przygotowanych przez władze parku krajobrazowego grozi koniecznością wykupienia biletu wstępu do parku 25zł/osoba/dzień (2012), ale wzdłuż rzeki jest bardzo dużo pięknych i dzikich miejsc biwakowych w suchym lesie na miękkim mchu, należy jednak pamiętać że od końca czerwca do początku sierpnia te tereny opanowane są przez meszki, komary i gzy, trzeba się więc wyposażyć w odpowiednie moskitiery i repelenty, rzeczka jest bardzo piękna, zwłaszcza od miejscowości Zervynos, meandruje w sposób niezwykły pośród wysokich, piaszczystych klifów porośniętych świerkami, zwierzyny nie ma tu zbyt wiele, ale mimo to warto wstawać wcześnie rano i ruszać na szlak, ponieważ w sezonie dolny bieg rzeczki oraz rzeka Mereks są wprost zatłoczone turystami, a w weekendy tworzą się na rzecze korki
Trasa kajakiem po rzece Obra z Jaromierza do Skwierzyny, około 127km. Z Jaromierza płynie się Półnoznym Kanałem Obry. Mimo, że to kanał, to jednak wiosną jest dość malowniczy, z kwitnącymi kaczeńcami i nenufarami. Po drodze jedna przenioska na spiętrzeniu. Kanał jest szeroki i głęboki. Dalej wpływa się w jeziora, które nie kończą się aż do Zbąszynia. Kiedy wieje północny wiatr, tzreba zarezerować sobie podwójną siłę na ten odcinek. Poza tym w ciepłe weekendy ruch statków, motorówek, jachtów i innych kajakarzy jest dośc znaczny, przez to jezora są mało atrakcyjne dla lubiących ciszę i spokój. Za Zbąszyniem jakość wody znacznie się pogarsza. W zakolach śmierdzi. Dopiero w lasach zaczyna robić się ładnie i przyjemnie, tylko hałas autostrady mąci spokój. Odcinek Jaromierz-Trzciel to ponad 41km. Można to zrobić na jeden dzień, ale po drodze też są liczne pola namitowe. Odcinek do Międzyrzecza robiłem bardzo suchym majem 2016, ale mielizn nie było, całość przepłynąłem z wyrzuconym do wody sterem, więc zero trudności. Woda brudna i śmierdząca. Rzeka nudna, ale bardzo dużo ptaków wodnych, spokój, cisza i wiosenne ukwiecenie powodują, że spływ może być interesujący, zwłaszcza jak się płynie samemu i ma się czas na oglądanie, podglądanie przyrody. Odcinek z Międzyrzecza robiłem z kolegą w mokrym kwietniu 2013, trasa dość trudna ze względu na bardzo dużo powalonych drzew w wodzie, są cztery przenioski (jedna to elektrownia) oraz kilkadziesiąt trudniejszych zwałek do przejścia ale z wysiłkiem, nurt wody słaby, miejscami tylko pod koniec mocniejszy, woda w miarę czysta i w większości trasy głęboka, dużo miejsc z wiatami i infrastrukturą turystyczną. Być może w okresie 2013-2016 poprzecinano zwałki na odcinku przed Międzyrzeczem, bo widziałem ślady działań 'polepszaczy kajakowych spływów' i w związku z tym może i odcinek za Międzyrzeczem już nie jest trudny, ale dość łatwy.
Trasa kajakiem po rzeczce Lutynia i końcówka po Warcie w okolicach Żerkowsko-Czeszewskiego Parku Krajobrazowego, również punkty GPS miejsc przeniosek kajaków. Ta rzeczka jest nierówna. Miejscai to nudy ciek wodny przez pola uprawne. Czyli smród chemikali jakie są napryskiwane na uprawy i potem znajdują się w rzece. Ale część górnej Lutyni sama końcówka dolnej, to zwałki na najwyższym poziomie. Jest co robić i to nawet dla profesjonalistów.
Trasa kajakiem po Bialej Chańczy na Litwie, drugi ślad to dojazd przez las na koniec splywu
Trasa kajakiem po rzeczce Marycha na Suwalszczyźnie
Trasy piesze i rowerowe po, moim zdaniem, najpiękniejszych, polskich górach - Górach Stołowych. Dwie z tras prowadza po polskiej stronie gór, reszta po stronie czeskiej. Oczywiście nie wyczerpują możliwości szlaków po Górach Stołowych, ale chyba opisują najbardziej znane miejsca. Większość ludzi zna te góry z powodu Szczelińca, czy Narożnika, to są piękne skały, ale tylko godnie reprezentują całą resztę. Ścieżki pośród zwałów skalistych, porośniętych świerkami, wspaniałe punkty widokowe z Korony po stronie czeskiej itp. Zaznaczyłem także większość parkingów dla samochodów przy drogach asfaltowych. Można na nich nocować kamperem, są miejsca gdzie można palić ogniska, posiedzieć pod wiatą przy stole. Góry Stołowe to także dobra destynacja dla zimowych wędrówek, zobacz to.

Trasy rowerowe po Pszczewskim Parku Krajobrazowym; trzy pętle o różnej długości; oznaczenie szlaków karygodne (2011), nieco lepsze na północ od Pszczewa; wiele punktów szczególnych w tym darmowe pola biwakowe nad jeziorami; pejzaże tyleż piękne co nieznane szerszej grupie turystów
Trasy piesze po Słowińskim Parku Narodowym oraz wiele punktów szczególnych, coś na pierwszy kontakt z tą piękną krainą
Trasa extremalnego spływu kajakami po rzeczce Samica koło Poznania, od wioski Sobota do Chrustowa
Trasa na Ślęzę (na południe od Wrocławia)
Trasy w okolicach Warty i miast Jarocin oraz Śrem
Trasa spływ rzeką Wełna z Wągrowca do Obornik i dalej Wartą. Pierwszy odcinek Wągrowiec-Rogoźno płynąłem w suchym lipcu, ale wody wystarcza na spokojne pływanie. Problem jest tylko na odcinku jezioro Durowskie-Wełna, w Wągrowcu. Tam jest zwykle mało wody. Odcinek Rogoźno-Oborniki pływałem w sezonie jesiennym i woda jest tam szybka, ale nie ma zbyt wiele przeszkód. Zarówno pierwszy, jak i drugi odcinek jest dobry dla nowicjuszy, chociaż na progach przed Rogoźnem przydaje się lepszy kajak niż otwarty szklak. Rzeka nie ma zbyt wiele miejsc dobrych do odpoczynku, jeśli już to raczej drugi odcinek ma jako taką infrastrukturę turystyczną (2013). Rzeczka nie należy do najpiękniejszych, ale potrafi dać dużo frajdy jesienią, zwłaszcza na drugim odcinku, w lesie. W punkcie [297] mamy tamę, którą raczej trzeba obejść. Skok grozi zaryciem w betonową podłogę. Może przy wysokiej wodzie udałoby się to przeskoczyć.
Trasa po Szwajcarii Czeskiej, po najważniejszych atrakcjach
Trasy po górnych Karkonoszach
Trasa krótkie zapoznanie ze Skalnym Miastem w Czechach
Trasy po Izerach, polskich i czeskich.
Trasy po poligonie Biedrusko pod Poznaniem
Trasy po Puszczy Zielonka pod Poznaniem
Trasy po Wielkopolskim Parku Narodowym, pod Poznaniem
Trasy po Puszczy Wkrzańskiej, pod Szczecinem
Trasa kajakiem po Czarnej Chańczy, z jez. Wigry do Rygola
Trasa po Puszczy Rominckiej, coś dla sprawdzenia terenu
Trasa po Suwalszczyźnie, okolice Cisowej Góry, takie zapoznanie z typowym krajobrazem regionu
FWT Homepage Translator